niedziela, 4 sierpnia 2013

OPOWIADANIE CZ. VII

- Dziękujemy, dobranoc! – powiedział Zayn, a po tych słowach rozległ się krzyk zawiedzionych fanów. Zawsze szkoda było mi opuszczać scenę, a teraz było jeszcze trudniej. Skąd mogłem wiedzieć, czy to nie ostatni raz kiedy ją widzę? Tak bardzo chciałem znać odpowiedzi na wszystkie pytania, które teraz zaprzątały mi głowę. Tak bardzo chciałem, by była moja...
*Perspektywa Mary*

- Zuzia, cały koncert był wspaniały, ale co miało znaczyć to przedstawienie pod koniec? – zapytałam zszokowana.
- Kochanie, mówiłam, że mu się podobasz. To nic złego, że ktoś jest tobą zainteresowany. Ja bym się cieszyła – odpowiedziała bez namysłu.
- Nie mów mi, że się nie cieszysz! Widziałam jak po kryjomu uśmiechaliście się do siebie z Malikiem, mnie nie oszukasz – odparłam dumna ze swojej spostrzegawczości.
- No może trochę, ale jak mam się z nim skontaktować? On jest gwiazdą… – mina przyjaciółki trochę zrzedła.
- Coś wymyślimy – już chciałam kontynuować, ale zobaczyłam coś innego w stroju Zuzy. Z tylnej kieszeni legginsów wystawała mała, biała karteczka.
- A co my tu mamy?! – krzyknęłam, a przyjaciółka aż podskoczyła.
- Chcesz żebym dostała zawału?! – odburknęła.
- Nie, nie chcę, ale chyba za chwilę i tak go dostaniesz – odpowiedziałam z uśmiechem, czytając tekst na zawiniątku.
- O czym ty do cholery mówisz? – była zdezorientowana. W sumie wcale jej się nie dziwię.
- Bo widzisz Słonko... Zayn Malik zostawił ci swój numer telefon – odpowiedziałam bez żadnych emocji, machając karteczką przed jej oczami.
- Nie możliwe! Mary, to nie jest śmieszne! Oddaj to! – teraz była zirytowana i to dość mocno.
- Proszę. Ale wiesz, że będziesz musiała napisać do niego pierwsza? – zrobiłam cwaniacką minę, wiedziałam, że nie lubiła wykonywać pierwszego kroku.
- A-a-ale... Kiedy? Przecież siedziałam i wstałam tylko… Oh… Już wiem. Ale… jak… ja?!
- Zawsze mówiłam ci, że jesteś nieprzeciętnej urody.
-Tak, tak jaaasne... Chodź taksówka już jest – odpowiedziała już zupełnie niewzruszona. Czy ona nie ma emocji? Skakałabym do góry z radości, by móc spojrzeć jeszcze raz w błękitne oczy Irlandczyka! Ale hej... PRZECIEŻ MAM JEGO NUMER! Co mi szkodzi? Może wszystko będzie dobrze? W końcu wybrał mnie na scenę... Może to coś znaczy? A może to tylko moja wyobraźnia? Tak wiele pytań... Chciałabym znać odpowiedzi na nie wszystkie.
Po powrocie do domu nie odzywałyśmy się, chyba miałyśmy zbyt namącone w głowach. Trzeba było sobie to wszystko poukładać. Zostałyśmy bohaterkami przygody, największej przygody naszego życia… Ale dalszy scenariusz musiałyśmy napisać my. Czy podołamy? Żadna z nas jeszcze tego nie wiedziała.
Po całym rytualne szykowania się spać, położyłyśmy się na łóżku bez słowa. Ta cisza nie była krępująca, ale musiałyśmy w końcu porozmawiać o tym, co zrobimy dalej. Postanowiłam, że zacznę.
- Zuzia? – zapytałam bardzo niepewnie.
- Wiem, też chciałam z tobą o tym wszystkim pogadać – wiedziałam, ze znała mnie jak własną kieszeń, ale żeby czytać mi w myślach?
- Co robimy? – pytając, odwróciłam się na brzuch, by móc spojrzeć na przyjaciółkę.
- Mam plan, ale musisz obiecać, że się na niego zgodzisz. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, okej? – nie spuszczała ze mnie swojego wzroku.
Znałam ją i wiedziałam, że to będzie coś spontanicznego, ale czy powinnam się zgodzić?


Hej Kochani! Postanowiłam wynagrodzić Wam, że części są takie krótkie i od teraz będę wstawiała po 2 chaptery :) Życzę Wam miłego czytania i liczę na komentarze, bo Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne.
xoxoxo Ola

2 komentarze:

  1. Świetne ;)))

    Zapraszam do mnie
    http://and-youstolemyheartwithjustonelook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń