Słysząc
kroki szybko odsunęliśmy się od siebie. Z domu wyszła cała horda, roześmiana i
niekontrolująca już tego, co mówi. Zuzia i Zayn, zajęci rozmową, nie zwracali
szczególnej uwagi na całe towarzystwo, a reszta chyba nie zauważyła niezręcznej
sytuacji, więc i my nie popadaliśmy w panikę. Lou przyniósł gitarę i wręczył ją
blondynowi.
- Niall, masz swoje 5 minut. Zagraj coś, wieczór dobiega końca i nasz stan trzeźwości jest dość wątpliwy, więc do dzieła – powiedział, chwiejąc się na nogach.
Blondyn uśmiechnął się do mnie i ruszył w stronę ogniska. Usiedliśmy na ławeczkach i czekaliśmy na wybór utworu. Nie zajęłam miejsca koło Irlandczyka, nie chciałam, by czegokolwiek się domyślili. Gitara zaczęła wydobywać z siebie dźwięki piosenki „What makes you beautiful”. Przyznaję, że nie spodziewałam się takiego wyboru, ale piosenka akustycznie brzmiała jeszcze lepiej niż normalnie. Nasze spojrzenia spotykały się co chwilę i naprawdę byłam w szoku, że nikt tego nie zauważył.
Spotkanie dobiegało końca, a ja nie chciałam tracić go z oczu.
Harry zaproponował shoty. Mimo, że nie piję wódki skusiłam się na trzy szybkie. I wtedy stało się to, czego najbardziej się obawiałam… Urwał mi się film.
W nocy obudził mnie przerażający ból głowy, wiedziałam co to oznacza… KAC! Ohh… Tak bardzo chciało mi się pić. Pół przytomna zeszłam na dół po szklankę wody… No dobra dwie szklanki.
Z tego wszystkiego, nawet nie zauważyłam gdzie jestem. Wchodząc do pokoju, który do tej pory uważałam za swój, moją uwagę przykuły inne meble, łóżko i inny kolor ścian…
- No pięknie, czyli byłam tak pijana, że nie mogłam dojść do domu – skarciłam się w myślach. Spojrzałam na zegarek na komodzie - czwarta czterdzieści. Zmierzając ku ciepłej pościeli, moje oczy zatrzymały się na sylwetce po drugiej stronie materaca.
- Zuzka ? Nie, ona jest mniejsza… Chwila, moment… HORAN! – Nazwisko chyba wykrzyczałam zbyt głośno. Tajemnicza dotychczas postać przebudziła się i już wiedziałam, że miałam rację.
- Ugh… - jęknął blondyn. – Mary? Co ty tu… Oł... Już pamiętam.
- No ja, ale… Co ja tu do cholery robię i gdzie jest Zuzia? – zapytałam, prawie krzycząc.
- Pół. Tonu. Ciszej – wyszeptał Niall. - Po jakże świetnym pomyśle Hazzy, upiłyście się do stanu, w którym żadna z was nie potrafiła chodzić, więc postanowiliśmy, że przenocujemy ciebie i Zuzię u nas.
- Rozumiem, tak mi głupio…- wypowiedziałam łapiąc się głowę – ale dlaczego leżę w łóżku z tobą, a nie z Zuzią? Nic nie pamiętam… Czy my?...
- Nie… NIE! Oczywiście, że nie! Mary, za kogo ty mnie masz? – zapytał lekko urażony.
- Przepraszam, wiem, że nigdy byś tego nie zrobił… – Zrobiło mi się głupio, że oskarżyłam Nialla o coś takiego.
- W porządku… A śpisz ze mną bo w gościnnym jest łóżko, ale jednoosobowe. Poza tym, moje jest wygodniejsze – mówiąc to, wywołał mimowolny uśmiech na mojej twarzy.
- Haha, dobra, łapię. Nie gniewasz się, że cię obudziłam ? – zapytałam, przypominając sobie o porze dnia.
- Nie gniewam się, ale odpowiesz mi na jedno pytanie – zdziwiłam się, jakież to pytanie może mieć do mnie o piątej nad ranem. – Czy Ty naprawdę niczego nie pamiętasz?
Uśmiechnęłam się i podeszłam do blondyna.
-Niall, są chwile, rzeczy i osoby, o których nie zapomina się nigdy – mówiąc to zmierzwiłam palcami jego potargane włosy i położyłam się na poduszce. Nie odpowiedział już nic, ale wiedziałam, że jest zadowolony z mojej odpowiedzi.
Irlandczyk cały czas się kręcił, nie mogąc znaleźć odpowiedniej pozycji. Odwróciłam się, by móc spojrzeć na jego zaspaną twarz.
- Co się dzieje? Strasznie się wiercisz – zapytałam z troską.
- Zimno mi… - odpowiedział i spojrzał w moje oczy.
- Mnie też nie jest najcieplej – odpowiedziałam, kryjąc cwaniacki uśmiech. Czyżbym była jeszcze pijana?
- To hm… może pójdziemy na kompromis. Przytulę cię i obydwoje będziemy szczęśliwi – powiedział, robiąc miejsce koło siebie.
- Szczęśliwi, bo będzie nam ciepło, tak? – zapytałam, będąc już w jego objęciach.
- Ty będziesz szczęśliwa, bo jest ci ciepło, a ja będę szczęśliwy bo ty będziesz szczęśliwa – kończąc, pocałował mnie w czoło i życzył „słodkich snów”.
Nie odpowiedziałam nic… Ale powiem Wam coś w sekrecie. Wcale nie cieszę się, że jest mi ciepło, bo nie było mi zimno… Cieszę się, że jestem w ramionach osoby, na którą czekałam osiemnaście lat.
- Niall, masz swoje 5 minut. Zagraj coś, wieczór dobiega końca i nasz stan trzeźwości jest dość wątpliwy, więc do dzieła – powiedział, chwiejąc się na nogach.
Blondyn uśmiechnął się do mnie i ruszył w stronę ogniska. Usiedliśmy na ławeczkach i czekaliśmy na wybór utworu. Nie zajęłam miejsca koło Irlandczyka, nie chciałam, by czegokolwiek się domyślili. Gitara zaczęła wydobywać z siebie dźwięki piosenki „What makes you beautiful”. Przyznaję, że nie spodziewałam się takiego wyboru, ale piosenka akustycznie brzmiała jeszcze lepiej niż normalnie. Nasze spojrzenia spotykały się co chwilę i naprawdę byłam w szoku, że nikt tego nie zauważył.
Spotkanie dobiegało końca, a ja nie chciałam tracić go z oczu.
Harry zaproponował shoty. Mimo, że nie piję wódki skusiłam się na trzy szybkie. I wtedy stało się to, czego najbardziej się obawiałam… Urwał mi się film.
W nocy obudził mnie przerażający ból głowy, wiedziałam co to oznacza… KAC! Ohh… Tak bardzo chciało mi się pić. Pół przytomna zeszłam na dół po szklankę wody… No dobra dwie szklanki.
Z tego wszystkiego, nawet nie zauważyłam gdzie jestem. Wchodząc do pokoju, który do tej pory uważałam za swój, moją uwagę przykuły inne meble, łóżko i inny kolor ścian…
- No pięknie, czyli byłam tak pijana, że nie mogłam dojść do domu – skarciłam się w myślach. Spojrzałam na zegarek na komodzie - czwarta czterdzieści. Zmierzając ku ciepłej pościeli, moje oczy zatrzymały się na sylwetce po drugiej stronie materaca.
- Zuzka ? Nie, ona jest mniejsza… Chwila, moment… HORAN! – Nazwisko chyba wykrzyczałam zbyt głośno. Tajemnicza dotychczas postać przebudziła się i już wiedziałam, że miałam rację.
- Ugh… - jęknął blondyn. – Mary? Co ty tu… Oł... Już pamiętam.
- No ja, ale… Co ja tu do cholery robię i gdzie jest Zuzia? – zapytałam, prawie krzycząc.
- Pół. Tonu. Ciszej – wyszeptał Niall. - Po jakże świetnym pomyśle Hazzy, upiłyście się do stanu, w którym żadna z was nie potrafiła chodzić, więc postanowiliśmy, że przenocujemy ciebie i Zuzię u nas.
- Rozumiem, tak mi głupio…- wypowiedziałam łapiąc się głowę – ale dlaczego leżę w łóżku z tobą, a nie z Zuzią? Nic nie pamiętam… Czy my?...
- Nie… NIE! Oczywiście, że nie! Mary, za kogo ty mnie masz? – zapytał lekko urażony.
- Przepraszam, wiem, że nigdy byś tego nie zrobił… – Zrobiło mi się głupio, że oskarżyłam Nialla o coś takiego.
- W porządku… A śpisz ze mną bo w gościnnym jest łóżko, ale jednoosobowe. Poza tym, moje jest wygodniejsze – mówiąc to, wywołał mimowolny uśmiech na mojej twarzy.
- Haha, dobra, łapię. Nie gniewasz się, że cię obudziłam ? – zapytałam, przypominając sobie o porze dnia.
- Nie gniewam się, ale odpowiesz mi na jedno pytanie – zdziwiłam się, jakież to pytanie może mieć do mnie o piątej nad ranem. – Czy Ty naprawdę niczego nie pamiętasz?
Uśmiechnęłam się i podeszłam do blondyna.
-Niall, są chwile, rzeczy i osoby, o których nie zapomina się nigdy – mówiąc to zmierzwiłam palcami jego potargane włosy i położyłam się na poduszce. Nie odpowiedział już nic, ale wiedziałam, że jest zadowolony z mojej odpowiedzi.
Irlandczyk cały czas się kręcił, nie mogąc znaleźć odpowiedniej pozycji. Odwróciłam się, by móc spojrzeć na jego zaspaną twarz.
- Co się dzieje? Strasznie się wiercisz – zapytałam z troską.
- Zimno mi… - odpowiedział i spojrzał w moje oczy.
- Mnie też nie jest najcieplej – odpowiedziałam, kryjąc cwaniacki uśmiech. Czyżbym była jeszcze pijana?
- To hm… może pójdziemy na kompromis. Przytulę cię i obydwoje będziemy szczęśliwi – powiedział, robiąc miejsce koło siebie.
- Szczęśliwi, bo będzie nam ciepło, tak? – zapytałam, będąc już w jego objęciach.
- Ty będziesz szczęśliwa, bo jest ci ciepło, a ja będę szczęśliwy bo ty będziesz szczęśliwa – kończąc, pocałował mnie w czoło i życzył „słodkich snów”.
Nie odpowiedziałam nic… Ale powiem Wam coś w sekrecie. Wcale nie cieszę się, że jest mi ciepło, bo nie było mi zimno… Cieszę się, że jestem w ramionach osoby, na którą czekałam osiemnaście lat.
Cześć, hej!
Wiem, że bardzo dawno nie dodałam żadnej części ale to przez kolejny dwutygodniowy wyjazd. Przepraszam i obiecuję, że będę dodawała częściej ;) Byłam dziś w Łodzi na TIU i do tej pory emocje z tym związane trzymają się mnie kurczowo ♥ Naprawdę film był boski i na pewno obejrzę go jeszcze nie raz :P Komentujcie, proszę!
Kocham
Kocham
~Ola






