piątek, 27 września 2013

KOCHAM WAS!

Pękły cztery tysie :D Razem z nimi pękam z zachwytu! Nie sądziłam, że będzie tyle odwiedzin, kiedy zakładałam bloga. Dziękuję Wam jeszcze raz z całego, mojego maluczkiego serduszka ♥
~Ola

Porcelanowa dwudziestka! +PODZIĘKOWANIA

Cześć Moi Kochani Czytelnicy!
Dzisiaj będzie porcelanowy rozdział XX :) Pod poprzednim postem było tyle komentarzy ile chciałam, więc pod tym chapterem również chce widzieć DZIESIĘĆ KOMENTARZY! I dodam jeszcze, że nie obiecuje, że kolejny pojawi się równo za tydzień, ze względu na moje zaległości w nauce z powodu choroby... Przepraszam z góry!


Zastanawiacie się pewnie, dla kogo te podziękowania. Więc, na pewno są one dla tych, którzy czekają i czytają każdy rozdział opowiadania - Dziękuję!
Jednak największe ślę Klaudii, która tak wiele dla mnie zrobiła. Pomagała mi, motywowała, pokazywała mi moje błędy i uczyła je eliminować. Bez niej, nie było by Nialla i Mary, nie byłoby opowiadania i nie byłoby bloga. Wiele razy dziękowałam jej za bezinteresowność, którą mnie obdarzyła i w całym swoim życiu nie spotkałam osoby równie szczerej i pomocnej jak ona. Jeżeli mam być szczera, to nie znamy się osobiście i dlatego jestem jej tak bardzo oddana. Nie musiała przejmować się mną i moimi postępami, a jednak to robiła. KLAUDIO, WIEM, ŻE PISAŁAM CI TO JUŻ MULTUM RAZY ALE TE PODZIĘKOWANIA SĄ PUBLICZNE I OFICJALNE :) ♥

A teraz już Was nie zanudzam i życzę miłej lektury!
~Ola


- Cześć, Śpiochu – usłyszałam w słuchawce znany mi głos.
- Liam? – zapytałam dla pewności.
- Mhm, dzwonie zapytać czy nie chciałybyście wybrać się dzisiaj z nami do klubu? Impreza zamknięta!
- Hm… Nie wiem jak będzie czuła się Zuzia, bo jest właśnie z Zaynem u lekarza – odpowiedziałam z nutą smutku, przydałoby się potańczyć.
- O! Z Niallem chyba też jest coś nie tak, bo na próbie był nieprzytomny, a zaraz po niej położył się spać, może zarazili się od siebie nawzajem? – zapytał, a na mojej twarzy zagościł cwany uśmieszek.
- Na pewno nie, może po prostu jest zmęczony. Co do klubu… Zapytam Zuzki i napiszę ci smsa, ok? – zmieniłam temat, bo jeszcze chwila i palnęłabym coś głupiego.
-Dobra, to czekam – zaraz po tych słowach pojawił się sygnał zakończonej rozmowy.
Okej, dochodzi trzynasta… Nie mogę siedzieć cały dzień w szlafroku. Wzięłam swoje szare dresy, białą bokserkę i ruszyłam do łazienki. Podczas, gdy na moje ciało spadały stróżki wody, ja byłam zajęta zupełnie czymś innym. Myślałam intensywnie o tym, co powiedział Malik. Mądry chłopak, nie chce oszukiwać siebie i Zuzi, więc czeka do momentu, w którym będzie pewny na sto procent. Może powinnam wziąć z niego przykład? Żadnych deklaracji, na razie poznawanie siebie nawzajem... Tak, to dobry plan – zakończyłam i wyszłam z kabiny.
Przed godziną piętnastą byłam obrobiona ze wszystkim, łącznie z posprzątaniem pokoju i spodni spod łóżka. Schodząc na dół, do domu akurat wchodziła moja przyjaciółka.
- I jak wizyta? – zapytałam na poczekaniu.
- Przeziębienie. Przepisał mi leki na wzmocnienie i coś gorącego do picia. Mówiłam, że to nic powaaa… psik! …żnego - odpowiedziała, lekko pociągając nosem.
- Oj Trzeciak, Trzeciak… Tak swoją drogą, słuchaj. Dzwonił do mnie Liam, pytał czy wybierzemy się dzisiaj z nimi do klubu, czujesz się na siłach? – badałam sytuację.
- Hm… Ja raczej nie idę, umówiłam się z Zaynem na seans filmowy. Ale jeżeli chcesz to idź! Nie psuj sobie wieczoru przez moją chorobę – prosiła dziewczyna, parząc herbatę.
- Skoro tak, to się zastanowię… Mnie też zalej, proszę.
- Ok, idziemy coś obejrzeć? – zapytała, podając mi kubek parującej cieczy.
- Z tobą zawsze i wszędzie – rzuciłam, a zaraz po tym obie wybuchłyśmy śmiechem.


- Strasznie durna ta komedia! – skomentowała film Zuzia.
- Ten rodzaj filmów ma taki być, byś miała z czego się śmiać – wytłumaczyłam.
- Zawsze musisz dodać swoje pięć groszy – westchnęła i zabrała naczynia do kuchni.
Kilka sekund później dostałam smsa. Racja! Miałam przecież napisać Liamowi czy idę! Ale jestem roztrzepana – zganiłam się w myślach.
„Dalej nie dostałem odpowiedzi. Czas ucieka Mała :D” – przeczytałam wiadomość.
Zastanawiałam się czy wypada mi zostawić chorą przyjaciółkę samą w domu, ale przecież przychodzi do niej Malik, a ja nie będę robiła za przyzwoitkę.
„Ja z chęcią z Wami pójdę ale Zuzia ma niestety inne plany” – wystukałam.
- ZUUUUZIA! – krzyknęłam na cały dom.
- CZEEEEGO?! – odburknęła w tej samej tonacji dziewczyna.
Przybiegłam do niej i zaczęłam rozmowę.
- Jako, że zostałaś mianowana moją BFF masz za zadanie pomóc mi, wyszykować się na imprezę! – rzuciłam i poklepałam ją po ramieniu.
-Uff. Jak dobrze, że idziesz! – powiedziała to z wyraźną ulgą w głosie.
- Że co proszę?! – byłam trochę oburzona.
- No… Jakoś nie widziało mi się, żebyś siedziała ze mną i Zaynem… Przepraszam, ale taka prawda – wytłumaczyła i dała buziaka w policzek. Cóż, to logiczne…
- Racja. To jak z tym pomaganiem? – dopytywałam.
- Pewnie! Ile mamy czasu?
Właśnie! Ja nie wiem, na którą idziemy. Pobiegłam do salonu po telefon. Okazało się, że mam wiadomość zwrotną.
„Wiem, bo Zayn też nie idzie ;) W klubie będziemy o 20. Podjechać po Ciebie?”
„Nie dziękuję, przejdę się. Do zobaczenia x” – odpisałam i wróciłam do przyjaciółki.
- Mamy dwie i pół godziny, zdążymy? – byłam lekko zmartwiona, dla mnie to mało czasu.
- Uhuhu! To do roboty! – zarządziła i pociągnęła mnie za sobą na górę.

Po dwóch godzinach przymierzania, dopasowywania i rozrzucania ciuchów, wybrałyśmy luźny zestaw. Były to bordowe rurki, top z motywem tygrysa i biały żakiet na ramiona. Dodatki i buty pożyczyła mi Zuza. Nie powiem… Podobało mi się to, jak wyglądałam. Postanowiłam, że włosy zostawię w spokoju i byłam gotowa do wyjścia. Zostało mi pół godziny na dojście do klubu, w sam raz! Uściskałam przyjaciółkę i wyszłam z domu.
Na zewnątrz było już dosyć ciemno, ale nie tak, bym bała się iść sama. Spojrzałam na smsa z adresem i dumnie podążałam przez londyńskie ulice. Po niecałych dwudziestu minutach dostrzegłam tłum ludzi i bramki z czerwonymi sznurkami. Faktycznie impreza zamknięta… W sumie, nie ma się co dziwić. Nabrałam w płuca powietrza i zaczęłam przeciskać się przez tłum, szukając chłopaków. Bez nich mnie nie wpuszczą, nie ma szans. Po kilku chwilach doszłam do wniosku, że w ten sposób ich nie znajdę. Wyjęłam telefon i wybrałam numer Payna ale w tej samej chwili zobaczyłam podjeżdżające auto. Znam je… To przecież samochód Lou!
- Czeeść! – Krzyknęłam i ucałowałam każdego z nich ale chwila… Kogoś mi tu brakowało. Zayn jest u nas, Liam , Lou i Harry tutaj… A Niall?
- Nie zgubiliście czasem kogoś? – zapytałam zupełnie neutralnie, tak jakby wcale nie miało to dla mnie znaczenia.
- Spał przez cały dzień, więc nie zdążył się wyszykować. Przyjedzie trochę później – odpowiedział Harry.
- Mhm – rzuciłam i odwróciłam wzrok.
- To co idziemy?! – krzyknął Louis, tak, że aż podskoczyłam.
Tylnym wyjściem bez problemu dostaliśmy się do środka. Klub był duży, nawet bardzo. W powietrzu unosił się zapach tytoniowego dymu, alkoholu i potu.
- Normalka – powiedziałam sama do siebie.
- Idziemy się czegoś napić? – usłyszałam za sobą głos Hazzy.
- Jasne! – odpowiedziałam i chwyciłam chłopaka za rękę, by nie zgubić się w tłumie.
Parę kolorowych drinków zrobiło swoje i po niepełnej godzinie byliśmy ze Stylesem w wiadomym stanie. Było nam bardzo wesoło! Harry to cudowny chłopak, bardzo pewny siebie. Wspaniale się dogadujemy, jak przyjaciele z dzieciństwa. Będzie dobrym kumplem. A Nialla jak nie było, tak nie ma… DJ zapuścił kawałek wolniejszy od reszty […]
*Perspektywa Nialla*
- Cholera! – mówiłem do siebie – jak ja ją tu znajdę? Trzeba było wstać wcześniej Horan! – Zganiłem sam siebie. Przeciskałem się pomiędzy tańczącymi i pijanymi już ludźmi. Błądziłem tak dobre parę minut i w końcu przy jednym ze stolików zobaczyłem Lou i El.
- Siema! Gdzie reszta? – krzyczałem, muzyka zakłócała odbiór.
- W końcu Niall! Ile można się szykować? A szzczerze mówiąc, to nie wiem. Liam był z Dan na pufach, a Mary i Harrego nie widziałem odkąd tu weszliśmy – odpowiedział, również krzycząc. Trochę zmartwiło mnie, że nikt nie widział szatynki. Mogło jej się coś stać… Pomyślicie, dlaczego nie martwię się o swojego kumpla, którego również nikt nie widział? Po prostu znam go nazbyt dobrze. Pewnie pałęta się gdzieś, szukając dziewczyny do wyrwania. Cały Styles…
- Dobra, pójdę ich poszukać – rzuciłem i odwróciłem się na pięcie. Gdzie teraz? Przejdę wzdłuż baru, może tam siedzi. Ostrożnie przepychałem się przez tłum, który teraz się trochę uspokoił, bo z głośników uwolniła się wolna melodia. I nagle coś mnie uderzyło…. Zobaczyłem… ICH… Mary i Harrego… RAZEM! To nie może być prawda. Tańczą. Tak blisko siebie. Jak ja i ona na ognisku. To boli. Nie chciałem na to patrzeć… Nawet nie chciałem, żeby mi to tłumaczyli. Jestem więcej niż pewny, że do czegoś doszło... W końcu to „cały Styles”. Nic tu po mnie, wychodzę!


*Perspektywa Mary*
Loczek zaprosił mnie do tańca, zgodziłam się. Przecież nie będę przez cały wieczór grzała stołka! Dochodziła pierwsza w nocy. Byłam taka zmęczona, że nie miałam siły ustać na nogach. Położyłam głowę na klatce piersiowej chłopaka. Przypominało mi to taniec z Niallem. Swoją drogą… Kilka chwil temu, wydawało mi się, że go widziałam… Ale to pewnie przez alkohol.
- Mary! – wołał Harry – Malutka, chodź wezwiemy taksówkę i pojedziesz do domu, co? – zadał pytanie, a ja tylko kiwnęłam głową, na znak zgody. Ruszyliśmy w stronę stolika, gdzie siedziała cała reszta, by się pożegnać. Już ich nie słuchałam, mamrotałam coś pod nosem. Wyszłam z klubu opierając się o ramię Hazzy. Dalszego ciągu zdarzeń, niestety, już nie pamiętam.

*Rano*
- Imprezowiczko! Wstawaj! Już dwunasta! – do moich uszu dobiegły słowa Zuzi.
- Już, już! Jeszcze minutka… - rzuciłam i przykryłam się po uszy pierzyną.
-Nie ma mowy! Zwijaj się, bo idziemy na zakupy! – nie dawała za wygraną dziewczyna, po czym ściągnęła ze mnie okrycie.
- Zabije cię kiedyś, przysięgam! – warczałam na przyjaciółkę.
- Pośpiesz się, bo śniadanie czeka, a ty nie wyglądasz… dobrze – przechyliła głowę, cicho się śmiejąc.
- Przecież wstaje, nie widać?! – odburknęłam, ale jej już nie było. Szczerze mówiąc, nawet nie miałam kaca. To dobrze, aczkolwiek dziwne… Zabrałam swoje zwłoki z łóżka i ruszyłam do łazienki. Po relaksującym prysznicu, wrzuciłam na siebie beżowe spodnie i jakąś bluzkę z ptakiem na piersi. Pamiętam, że gdy przyniosłam ją do domu, przestała mi się podobać… Może teraz wróci do łask. Na nogi wciągnęłam ulubione trampki, a włosy po wysuszeniu zaplotłam w warkocza.
Gdy zeszłam na dół moim oczom ukazała się grupka znajomych. Zuzia, Zayn i Harry siedzieli w kuchni i pili poranną kawę.
- Trzymaj – powiedział mulat i podał mi kubek.
- Dziękuję. A mogę wiedzieć, co wy tu robicie? – zapytałam, biorąc pierwszy łyk.
- Harry nie był w stanie wrócić do domu, a Zayn zwyczajnie zasnął – odpowiedziała Zuza.
- Wszyscy mamy szczęście, że wujostwu nawaliło auto i musieli zostać u znajomych na noc – wtrącił Harry.
-To prawda Lewandowska! Gdyby zobaczyli w jakim stanie wróciłaś, na pewno nie wyszłybyśmy przez kolejny miesiąc z domu – dodała Zuzia i skarciła mnie wzrokiem.
- Przepraszam – szepnęłam, a na mojej twarzy pojawiły się rumieńce.
Po udanym śniadaniu chłopaki udali się do siebie, a my ruszyłyśmy podbijać galerie handlowe.
- Opowiesz mi w końcu jak było? – zaczęła temat przyjaciółka.
- Było […]


sobota, 21 września 2013

OPOWIADANIE CZ. XIX + INFORMACJA

Cześć Misiaki ♥
Z poprzednią częścią pękły TRZY TYSIĄCE wyświetleń :) To naprawdę mega radość! Jedyne czego chciałabym więcej, to tych komentarzy, których swoją drogą i tak przybywa. Więc od tego rozdziału, jeżeli nie będzie DZIESIĘCIU komentarzy, nie wstawię kolejnej części. Taki mały szantaż :P Jeżeli będzie ich właśnie tyle pod dalszymi postami, zniosę regułę i będę wstawiała co tydzień ;)
Życzę miłej lektury części dziewiętnastej!
Buziaki
~Ola


Nie wiem, która była godzina ale niedługo później, ze snu wyrwały nas odgłosy na schodach. Kaszel, perę niecenzuralnych słów i jedno naprawdę siarczyste kichnięcie. Widzicie? Takie moje szczęście. Niall wystrzelił jak proca w kierunku okna, mierząc mnie wzrokiem. Nie chciałam by wychodził… Było tak idealnie.  Już przekręcał klamkę, ale nie mogłam go wypuścić bez pożegnania.
- Hej! A ty zamierzasz tak po prostu wyjść? Ani me ani be? – zapytałam z wyraźną pretensją w głosie.
- Myślałem, że nie mamy na to czasu – odpowiedział i ruszył w moją stronę.
Tak sobie myślałam, czego oczekiwałam od niego w tej chwili? Pocałunku, przytulenia czy może zwykłego „dobranoc”? Nie byliśmy na tym etapie znajomości, by całować się na każde pożegnanie. Mój dylemat jak zwykle coś przerwało. Poczułam na swoich zarumienionych policzkach duże dłonie, a na ustach delikatny pocałunek – czyli jednak jesteśmy na tym etapie – mimowolnie się uśmiechnęłam, lecz klamka w drzwiach zaczęła się ruszać i nasze czułości musiały zostać odłożone na boczny tor.
– Do widzenia – rzekłam, spoglając na zegarek, który wskazywał godzinę szóstą czternaście. Nie odpowiedział, biegiem ruszył do okna. Pomachał mi jeszcze i zniknął.
- Dlaczego zamknęła te cholerne drzwi?! – usłyszałam zza ściany. Yhym, to zdecydowanie Zuzia.
- Czas rozpocząć grę aktorską – powiedziałam sama do siebie. Przymrużyłam oczy, potargałam włosy i byłam gotowa do konfrontacji. Przekręciłam zamek w drzwiach, a do pokoju wparowała zakatarzona dziewczyna.
- Po co zamykałaś te drzwi? – zapytała, a ja udając zaspaną tylko mruknęłam coś w odpowiedzi. Przyjaciółka rzuciła się na łóżko, ciężko oddychając. Idąc w jej stronę nadepnęłam na coś… Materiał jeans… Spodnie… Męskie spodnie! Oczy otworzyłam szeroko z przerażenia. Szybko i niepostrzeżenie kopnęłam je pod łóżko. „Mary idiotko!” – skarciłam się w myślach.
Za dużo wrażeń jak na jeden dzień i noc. Muszę się zdrzemnąć. Ciekawe co u Horana? Która godzina? W pół do siódmej… No pięknie! Moja pokusa była zbyt silna i musiałam wysłać blondynowi sms-a.
„Dziękuję” – wystukałam szybko i w takim samym tempie dostałam wiadomość zwrotną.
„Nie masz za co, śpij słodko xx”.
– Teraz na pewno usnę – pomyślałam i odpłynęłam do krainy Morfeusza z uśmiechem na ustach.

*Rano*
Powiem szczerze - wyspałam się. Spojrzałam na radio koło łóżka - za dwadzieścia dwie jedenasta.
- Uhuhu – pomyślałam. Zuzi nie było w łóżku, a z tego jak wyglądała dzisiejszego ranka, da się wywnioskować, że jest chora. Ciekawe gdzie ją wywiało… Zarzuciłam na siebie szlafrok i zeszłam do kuchni. Państwa Hook nie było w domu, szczerze mówiąc - pasowało mi to. Czułam się bardziej swobodnie. Z kuchni dochodziły dźwięki rozmowy telefonicznej, po głosie poznałam, że to moja przyjaciółka. Zastanawiałam się czy wypada mi podsłuchiwać, ale w zasadzie nie miałam wyjścia.
- Mhm… Nie, nie musisz… Poradzę sobie, naprawdę!... No dobrze, skoro nalegasz – uległa i zachichotała. – Czekam na ciebie, do zobaczenia – zakończyła rozmowę i wyłączyła gotującą się wodę w czajniku.
- Nie trzeba było podsłuchiwać, sama bym ci powiedziała – wypaliła, nawet nie patrząc w stronę ściany, za którą stałam.
- Ojej no… Skąd mogłam wiedzieć? A tak w ogóle to z kim rozmawiałaś? – zapytałam ciekawa.
- Malik przyjedzie, zawieźć mnie do lekarza. Mówiłam mu –zakasłała - że to nie jest konieczne, ale uparł się okrutnie – zakończyła pociągając nosem.
- Eh… Podzielam jego zdanie, musisz zacząć brać jakieś leki. Mierzyłaś już gorączkę? – wypytywałam Zuzię.
- O mnie się nie martw. Ty lepiej uważaj z tą pergolą. Następnym razem niech wejdzie drzwiami – rzuciła z cwanym uśmiechem.
To jakieś żarty?! – przeszło mi przez myśl.
- Ale… Skąd… Jak ty… Skąd wiesz?! – wydukałam niepewnie.
- Sztuka dedukcji oraz dobre zmysły słuchu i wzroku, Kochana – zaśmiała się i ruszyła do salonu. Otuliła się kocem i usiadła z kubkiem gorącej herbaty na kanapie. A ja? Ja stałam ciągle i gapiłam się w miejsce w którym przed chwilą była. Przed nią nic się nie ukryje, powinnam była o tym wiedzieć.
- Ale ty nie mogłaś go widzieć! – krzyknęłam oburzona i wparowałam do pokoju.
-Oczywiście, że mogłam i widziałam – uśmiechnęła się przebiegle, zresztą jak zawsze.
- JAK?! GDZIE?! – nie mogłam powstrzymać swojego poirytowania.
- Kochana, słodka, głupiutka Mary – zaczęła i tym zdaniem wcale nie złagodziła mojego zdenerwowania. – Zapomniałaś, że na korytarzu też jest okno?
- O RETY! – panikowałam w myślach – czyli każdy z domowników mógł to zobaczyć, gdyby tylko wyszedł poza swój pokój!
- Uh uh uh! – usłyszałam dźwięk który zawsze wydawała z siebie Zuzia gdy miała z czegoś satysfakcję. – Idę się szykować. Gdyby Zayn przyszedł wcześniej wpuść go… Tylko drzwiami, nie oknem! – zakończyła salwą śmiechu.
- Ha ha ha – odpowiedziałam bardziej sarkastycznie niż zwykle. – Idź już, bo zaraz nie będziesz jechała do lekarza z powodu przeziębienia tylko „znacznego uszczerbku na zdrowiu”!
Nie odpowiedziała, ale słyszałam jak śmieje się sama do siebie. Ciężko się z nią żyje,  naprawdę. Udałam się do kuchni i zrobiłam sobie pyszne śniadanie – tost z serem i dżemem – do tego filiżanka kawy z mlekiem i mogłam już normalnie funkcjonować. Przy ostatnim łyku, usłyszałam dzwonek. Mocniej przewiązałam szlafrok w pasie i ruszyłam w stronę drzwi.
- Cześć! Myślałem, że tylko Zuza jest chora. Wyglądasz okropnie! Może też się z nami zabierzesz? – tempo, w którym mówił można było porównać do karabinu maszynowego, a jego słowa były niesamowicie „uprzejme”.
- Witaj Malik… Nie, nie jestem chora! Ja tak wyglądam co rano! – odburknęłam i uderzyłam chłopaka w ramie.
- Hej, hej, hej! Ja tylko żartowałem, bez nerwów – zaśmiał się i dał buziaka w policzek na dzień dobry.
- Eh… Zuzia jest na górze, musisz poczekać. Chcesz coś do picia albo do jedzenia? – zapytałam już bardziej uprzejmie.
- Kawy, jeżeli byłabyś taka miła. Aha! I czy mógłbym gdzieś cośn przypalić? – zaraz po tych słowach stanęłam jak wryta. Co to za dziwne określenie?!
- W sensie, że zapalić?
- No tak, tak! – odpowiedział lekko rozbawiony moją reakcją.
- W kuchni w oknie jeżeli chcesz, ewentualnie jeszcze przed domem – rzuciłam możliwościami.
-To zostanę tutaj, poczekam na tą kawę – zdecydował a z kieszeni w kurtce wyjął paczkę papierosów.
- Poczekaj tu! – powiedziałam i pobiegłam na górę po swoją dawkę nikotyny.
- Jestem! – krzyknęłam i podeszłam do otwartego już okna.
- O! Co ja widzę?! Niall wie, że palisz? – zadał pytanie, odpalając papierosa.
- Nie, nie musi, bo palę sporadycznie – rzekłam, wypuszczając pierwszą chmurę dymu.
- Mhm… Też tak mówiłem – pokiwał głową z niedowierzaniem.
- A tak swoją drogą Zayn… - zaczęłam temat – ile łączy cię z tą tam na górze?
- Musiałaś w końcu zapytać – zarechotał – Hm… Sam jeszcze dokładnie nie wiem. Podoba mi się i zaczyna mi na niej zależeć, ale krótko się znamy. Związek na razie nie wchodzi w grę – odpowiedział po krótkim namyśle.
- Dlaczego? – byłam lekko oburzona tym faktem.
- Nie mówię, że w ogóle, już nigdy! Tylko na razie muszę ochłonąć po moim poprzednim związku. Był długi, coś znaczył. Chcę być pewny swoich uczuć co do Zuzi, by jej nie okłamać, rozumiesz? – zakończył wyrzucając papierosa.
- No teraz to jestem w stanie cię zrozumieć – odpowiedziałam, wykonując tą samą czynność co Malik.
Posiedzieliśmy w kuchni jeszcze trochę, a czas zapełniliśmy rozmową i częstymi wybuchami śmiechu.
- Jest w porządku – analizowałam go w myślach – pasują do siebie, mają… dystans do wszystkiego co ich otacza – mogą się kiedyś na tym przejechać, ale to ich podejście do życia. Ja mam zupełnie inne niż Zuzia. Do wielu rzeczy podchodzę zbyt poważnie. Dam przykład - mój związek z Matim. To ja starałam się bardziej, to ja myślałam, że to będzie już na zawsze i to ja chciałam z nim zamieszkać po osiemnastce… A później? Później wyszło mi to bokiem i zaczęłam obwiniać samą siebie. Pewnie przestraszyłam chłopaka i tyle… - refleksję przerwało radosne gwizdanie dochodzące ze schodów.
- O! Trzeba było krzyknąć – pociągnęła nosem - to zeszłabym szybciej! – powiedziała i rzuciła się na Zayna. – Nie dam ci buziaka, bo się zarazisz – pokiwała palcem przed jego twarzą.
Malik złapał ją za niego, lekko przyciągnął do siebie i skradł słodkiego buziaka z jej ust – to było urocze, uśmiechnęłam się do siebie.
- A później będziesz marudził, że przeze mnie jesteś chory! – dziewczyna wyswobodziła się i sięgnęła po płaszcz. – Będę za jakąś godzinę, półtorej. Trzymaj się! Ślę buziaki na odległość, obrażalska – rzuciła na pożegnanie i już jej nie było.
Szalona przyjaciółka… Ale gdyby mi jej zabrakło, czułabym się jak bez jednego płuca. Byłoby ciężko, dlatego cieszę się, że mam ją przy sobie.
Do moich uszu dobiegł z góry dzwonek z mojego telefonu. Szybko rzuciłam się w stronę schodów i pobiegłam do pomieszczenia z którego dochodził dźwięk. Odebrałam, nawet nie patrząc kto dzwoni.
-Halo?
-Cześć […]




piątek, 13 września 2013

HAPPY B-DAY NIALL

Dziś swoje dwudzieste urodziny obchodzi Niall :) Wychodzi ze świata nastolatków i nigdy już do niego nie wróci. Ja wiem i Wy wiecie, że mimo wieku Horan się nie zmieni. Zawsze będzie tym niskim, irlandzkim blondynem o nieziemsko błękitnych oczach, z krzywymi ząbkami i słodką grzywką opadającą na czoło :) Dla mnie zawsze będzie idealny. A najbardziej uwielbianą w nim przeze mnie rzeczą jest to, że ZAWSZE BĘDZIE SOBĄ i NIGDY się NIE ZMIENI ♥

Soł... Haaapy B-Day tooo Youuu, Haaappy B-Day tooo Youuu, Haaappy B-Day deaaar Niaaall! Haaappy B-Day tooo Youuu! 

~Ola

OPOWIADANIE CZ. XVIII

Cześć i czołem, kluski z rosołem! ♥
Obiecałam kolejną część za 8 dni więc wstawiam. Ciągle jeszcze jestem nad morzem ale udało mi się zabrać laptopa. Kolejna część jest w obróbce i pojawi się niebawem. Myślę, że za jakieś pięć, siedem dni :) Całuje Was gorąco z Dębek i liczę na komentarze! Jeżeli nie będzie ich przybywać będę musiała Was szantażować :D ~Ola


Na pergoli Pani Hook zawieszony był sam Niall! Podeszłam bliżej okna i otworzyłam je jak mogłam najciszej.
-Czy chcesz, żebym zeszła na atak serca ?! – minimalnie podniosłam głos na chłopaka, ciągle trzymając rękę na piersi.  Blondyn uśmiechnął się niewinnie i otworzył usta
-You’re giving me a heart attack – zanucił znaną mi melodię wchodząc do pokoju. Nie da się długo na niego gniewać, jedyne co mogłam zrobić to pokręcić głową w bezradności. Z krótkich przemyśleń wyrwał mnie melodyjny głos
-Ładnie tu macie – powiedział rozglądając się po pokoju
-Cieszę się, że Ci się podoba. A tak właściwie, co tutaj robisz ? – zapytałam ciągle zdezorientowana całą sytuacją.
-Powiedziałem, że pogadamy za 15 minut. Wiem, trochę się spóźniłem ale to przez Lou. Wpadłem na niego w kuchni i musiałem trochę nazmyślać – dokończył siadając na podłodze koło łóżka.
Czyli przyszedł tu od tak, by ze mną porozmawiać? Nie miał żadnego konkretnego powodu? Zastanawiam się tylko co będzie, jeżeli ktoś dowie się o jego obecności tutaj… Nawet nie chce o tym myśleć!
-Nie bałeś się, że ktoś Cię zauważy? – przerwałam chwilowe milczenie
-Ryzyko się opłaciło – odpowiedział przesiadając się na łóżko –Tu jest znacznie wygodniej – skomentował. Byłam lekko przerażona, jakiś chłopak… No dobra, może nie jakiś, bo sam Niall Horan ale to jednak chłopak, siedział na moim łóżku w środku nocy. Co mam z nim tutaj robić? Jesteśmy jakby nie zauważyć w SYPIALNI. Gdyby była tu teraz moja mama, nie poznała by własnej córki!
-Miło, że masz na sobie moją koszulkę – usłyszałam i właśnie wtedy dotarło do mnie jak musi wyglądać to z jego perspektywy.
-Em… Jest wygodna, nie masz nic przeciwko?  -zapytałam siadając koło chłopaka.
-Nie, oczywiście, że nie. Jestem zaszczycony – rzucił przez śmiech – Nie mówiłaś, że grasz na gitarze – powiedział wyciągając instrument spod łóżka.
-Trochę, czasem… Jak mam doła albo dla towarzystwa – wyjąkałam przechylając się do tyłu.
Niall nic nie powiedział ale zamiast tego usłyszałam ciche dźwięki wydobywające się z gitary. Dobrze grał… Mało powiedziane, szło mu to doskonale. Nawet byłam trochę zła, że ja nie mogę się z nim równać. Od zawsze lubiłam rywalizować.
-Pf… I tak gram lepiej – szepnęłam, myśląc, że Irlandczyk tego nie usłyszy
-Co Ty robisz ? – przerwał grę i wpatrywał się we mnie z ciekawością
-Nic, nic brządkaj sobie – powiedziałam z cwanym uśmiechem. Blondyn spokojnie odłożył gitarę i pochylił się nade mną. Podciągnął rękawy i zapytał
-Czy Ty właśnie powiedziałaś, że nie umiem grać ?
-Nie, po prostu, słyszałam lepsze wykonania – zaczęłam przekomarzać się z Niallem
-No to się jeszcze okaże – usłyszałam i poczułam jego palce na moich żebrach. To było najgorsze co mógł zrobić. Miałam okropne łaskotki, odkąd tylko pamiętam. Starałam się nie krzyczeć i nie śmiać więc jedyne co mogłam zrobić to… wierzgać
-A teraz powtórz po mnie „Niall Horan umie grać na gitarze i robi to zdecydowanie najlepiej”
-NIE MA MOWY! – prawie krzyknęłam
-Na pewno? – zapytał i zaczął jeszcze intensywniej łaskotać
-Dobrze, już dobrze! Ty-Tylko przestań!  - oderwał dłonie i czekał na mój ruch
-„Niall Horan umie grać na gitarze i robi to zdecydowanie najlepiej” – powtórzyłam przewracając oczami
– Szczęśliwy?
-Nawet nie wiesz jak bardzo- powiedział kładąc się koło mnie –Będzie Ci się lepiej spało – dodał. Byłam tak zdyszana, że jedyne co mogłam w tej chwili zrobić to szturchnąć go w ramie. Gdy mój oddech już się uspokoił mogłam zacząć rozmowę
-Cieszę się, że przyszedłeś – oznajmiłam spoglądając w jego stronę
-Ja też, ja też… Ale na mnie chyba już pora, dochodzi trzecia – rzucił z lekkim smutkiem, po czym gwałtownie wstał. Myślałam co mam mu powiedzieć. Nie chciałam by szedł. Dlaczego? Sama nie wiem, lubiłam jego towarzystwo i jego poczucie humoru… Lubiłam Go całego
Z tego intensywnego myślenia wybił mnie pocałunek, złożony na samym środku mojej głowy. Blondyn zbliża się do okna i za chwilę opuści mój pokój zostawiając mnie samą.

*Perspektywa Nialla*

Nie chciałem wychodzić ale naprawdę było późno. Mogłem mieć tylko nadzieję, że coś sprawi bym jednak został. Nie odezwała się nawet jak powiedziałem, że zamierzam już iść. - I weź chłopie rozgryź dziewczyny – westchnąłem w myślach. Już myślałem, że nawet nie powie dobranoc ale nagle, jak na moje prośby, rozbrzmiał jej głos
-Niall… Chciałabym, znaczy jeżeli Ty też chcesz – zaczęła
-No ? – wtrąciłem niecierpliwie
-No jeżeli chcesz, to zostań. Będzie mi bardzo miło – dokończyła z lekkim rumieńcem na twarzy. Spojrzałem na nią i na okno po czym bezszelestnie je zamknąłem.
-Wcześnie rano mam próbę, muszę chodź na trochę przysnąć  – przeanalizowałem za i przeciw. Po minie Mary widać było, ze nad czymś się zastanawia. Może wcale nie powinienem jej tego mówić? Może pomyśli, że chce się wymigać? Może… Może od razu zapadnę się pod ziemię? Boże, niech ona coś powie!
-Śpij tu – powiedziała przerywając ciszę, jednocześnie wskazując na miejsce obok siebie. Byłem w hm… pozytywnym szoku.

*Perspektywa Mary*

Czy ja zdaje sobie sprawę z tego, co przed chwilą powiedziałam? Chyba nie bardzo… Ale zastanówmy się przez chwilę… Przecież nic się nie stanie, tak? Podoba mi się i mam prawo zaproponować mu niezobowiązujący nocleg , prawda?
Ja tu gadu, gadu ze sobą a on jeszcze się nie zgodził.
-Chcesz, żebym tu spał? – usłyszałam. Jak może o to pytać?
-Czemu mam nie chcieć? Lubię spędzać z Tobą czas – odparłam pół świadoma, zmęczenie dawało mi się we znaki. Niall się uśmiechnął i ruszył w moją stronę.
-Poczekaj, dam ci twoje dresy na przebranie, przecież nie będziesz spał w jeansach – powiedziałam i niemalże rzuciłam się w stronę szafki. Dlaczego? Bo miałam wrażenie, że za chwilę zrobi mi się duszno od tej całej aury zauroczenia czy czegokolwiek innego. Zamiast dać mu spodnie do ręki, rzuciłam mu je z końca pokoju. Co ja jakaś paranoja, Ty się w końcu Lewandowska zdecyduj!
Gdy blondyn był już przebrany i umyty, dopiero teraz rzuciło mi się w oczy brak koszulki i jego mięśnie w pełnej okazałości. Musiał zauważyć, że się przyglądam bo zaśmiał się nerwowo i wskoczył na łóżko. Mnie nie pozostało nic innego jak wziąć przykład z „kolegi”.
-Może chcesz, żebym spał w fotelu albo na podłodze? –zapytał szeptem
-Oszalałeś! – odpowiedziałam dużo głośniej – Niall jest czwarta nad ranem, chodźmy spać.
Nie miałam jakiś szczególnych wyobrażeń jak spędzimy tę noc,  ale miałam nadzieję, że chociaż mnie przytuli albo da buziaka na dobranoc. Nie zrozumcie mnie źle – Na razie, dobrze jest mi w takich relacjach w jakich jesteśmy. Nie chce by czterodniowa znajomość ni stąd, ni zowąd przerodziła się w „związek” Zdecydowanie nie. Tym bardziej, że byłby on moim pierwszym od ponad półtora roku. Mateusz, bo tak miał na imię mój były chłopak, wyjechał bez pożegnania. Zmienił numer i wszystkie możliwe dane kontaktowe. Po tym zdarzeniu nie szukałam nowych znajomości. Wracając do tematu… CZEKAM JUŻ PIĘTNAŚCIE MINUT A ON NIC! Ile można się namyślać?! Chciałam znaleźć się w jego ramionach, myślę, że zdecydowanie mogłabym przywyknąć do zasypiania w obecności TEGO chłopaka… Koniec skończyło się!
-Masz zamiar mnie przytulić, czy będziesz dalej tak leżał i patrzył się w sufit? – w życiu, nigdy w życiu nie zwróciłam się tak do ŻADNEGO chłopaka. Na żadnym dotyku, nie zależało mi tak bardzo jak na jego.
-Hah – usłyszałam za uchem – akurat zastanawiałem się czy wypada mi Cię objąć.
-Teraz już wiesz, że tak – szepnęłam i odwróciłam się twarzą do chłopaka. Niall kiwnął bym przysunęła się nieco bliżej, po czym ułożył mój głowę na swojej klatce piersiowej. Czułam na jej czubku jego równomierny oddech i dłoń, którą przez cały czas głaskał moje włosy.
-Dobranoc – powiedział, a do snu ułożyło mnie lekko przyspieszone bicie jego serca.


czwartek, 5 września 2013

OPOWIADANIE CZ. XVII + INFORMACJA

Hej :)

Mam nadzieję, że dobrze Wam się czyta tego bloga i zauważyłam wzrost liczby komentarzy także cieszę się podwójnie :) Wstawiam szesnastą i siedemnastą część opowiadania i znikam na tydzień. Dodam, że rozdziały (włącznie z tym siedemnastym) będą już o wiele dłuższe i dodawane pojedynczo (średnio co 3 dni ale będę Was informować). Całuje Was mocno, a w niedzielę wybywam nad Polski Bałtyk - problemy z górnymi drogami oddechowymi się do tego przyczyniły ;)

Miłej lektury ♥ Komentujcie, komentujcie i jeszcze raz komentujcie :)
~Ola

*Perspektywa Mary w tym samym czasie*


Zupełnie nie wiem co we mnie wstąpiło. Pamiętam jak w klasie pierwszej liceum omijałam chłopaków z daleka, narzekając na ich niedojrzałość emocjonalną. Pamiętam również, jak bardzo wstydziłam się przebywać z płcią przeciwną na lekcjach wychowania fizycznego. Jestem pewna, że wtedy, prędzej dałabym sobie uciąć rękę niż kazać Niallowi mnie pocałować. To było trochę nie w moim stylu… Co ja wygaduje! TO W OGÓLE NIE BYŁO W MOIM STYLU! Myślę, że nawet sam Irlandczyk zdążył zauważyć, że  w przeciwieństwie do Mary z jaką rozmawiał dzisiaj rano, miałam o wiele więcej pewności siebie. Zastanawiam się tylko, czy oby czasem nie przybyło jej aż nad to… A jeżeli przez moje zachowanie pomyśli, że jestem już „jego” i że nie opłaca mu się więcej starać o moje względy ? Przeszło mi nawet przez myśl, by po prostu uciec ale wtedy wyszłabym na kompletną idiotkę, która sama nie wie czego chce. A może faktycznie nie wiem czego chce ? –Mary, nie oszukuj się –zabrzmiał głos w mojej głowie –Ty doskonale wiesz czego chcesz. Chcesz za każdym razem tonąć w jego oczach... Zacisnęłam mocniej powieki by przerwać myśl dziwnemu głosowi w mojej głowie, którego nigdy do tej pory nie słyszałam. Wróćmy jednak do rzeczywistości… Właśnie całuje się ze światowej rangi gwiazdą i jest mi z tym całkiem dobrze. Pomijając oczywiście fakt, że zamiast skupić się na technice pocałunku, myślę o czymś, co wcale nie powinno mieć dla mnie znaczenia. Powinno się liczyć tu i teraz… No dobrze, ale co potem ?
   Gdy rozłączyłam nasze usta na twarzy Nialla dostrzegłam jakby rozczarowanie z miną „czemu tak krótko?” Obdarzyłam go szerokim uśmiechem i ruszyłam w stronę domu, machając mu na pożegnanie. Z trudem utrzymując emocje dostałam się do naszego pokoju i zamykając dokładnie drzwi, zsunęłam się po nich na podłogę. Zamknęłam oczy i oddychałam możliwie najgłębiej jak mogłam. Wciąż czułam ciepło malinowych warg na swoich. Spojrzałam w prawo i chwyciłam poduszkę, która akurat spoczywała obok łóżka. Zakryłam twarz i zaczęłam niewyobrażalnie piszczeć ze szczęścia, dając upust emocjom. Gdy poczułam, że gardło powoli zaczyna się zdzierać przestałam, tym razem skacząc po całym pokoju. Moją euforię przerwał dźwięk sms-a.
„Mary… Ja i Zayn stoimy ciągle na dole wraz z Niallem. Tak tylko piszę, żebyś wiedziała” – dopiero po przeczytaniu wiadomości zauważyłam, że okno jest otwarte. Myślę, że gdybym teraz spojrzała w lustro nie odróżniłabym siebie od dojrzałego pomidora. Dyskretnie wyjrzałam przez firankę i obserwowałam sytuację na dole. Zayn wchodził właśnie do auta w którym od niedawna czekał na niego blondyn, a Zuzia z cwanym, szerokim od ucha do ucha uśmiecham, kierowała się do drzwi.
Przyjaciółka wparowała do pokoju gwiżdżąc pod nosem i nie okazując żadnych, nawet najmniejszych, emocji. Stałam z lekko przekrzywioną głową, przyglądając się Zuzi z podziwem. Jednak po krótkiej chwili zmieniłam zdanie. Mianowicie, dziewczyna rzuciła się na łóżko, przykryła się kołdrą i dwoma poduszkami po czym zaczęła kopać, piszczeć i chyba nawet płakać – oczywiście ze szczęścia.
Mogłam śmiało powiedzieć, że wiem co czuje ale wciąż nie znałam biegu wydarzeń ze spotkania z Malikiem. Nagle przestała i spokojnie, jak gdyby nigdy nic, usiadła na łóżku głaszcząc brzeg jaśka.
-Powiesz mi co się działo, czy mam wysłać specjalną prośbę na piśmie ? – zapytałam z nutką niecierpliwości
-Hahaha myślałam już, że nigdy nie spytasz – odpowiedziała podekscytowana. Zuzka nie należała do osób, które nazbyt okazują uczucia i emocje w danym momencie im towarzyszące. Nie była również dziewczyną, która lubiła rozmawiać na temat swój i swojego życia, dlatego zanim czegoś się od niej dowiem muszę się nieźle postarać, by w końcu chciała o tym ze szczegółami opowiedzieć. Tym razem było trochę inaczej, nie musiałam błagać jej na kolanach by powiedziała mi co wydarzyło się na „randce”.
-No więc… Po wyjechaniu od nas kierowaliśmy się w stronę centrum. Oczywiście Zayn musiał być zaopatrzony w kamuflaż, bo inaczej nasz wypad nie skończył by się we dwójkę. Nic ciekawego nie działo się dopóki nie zaprowadził mnie na kraniec parku – Zuzia przerwała
-No i co ?! No i co było dalej ?! – dopytywałam zniecierpliwiona
-Tam było ogromne drzewo, dąb –jeżeli dobrze mi się wydaje, a na jego największej gałęzi przywiązana była huśtawka z opony. Powiedział, że gdy przyjechali do Londynu, było to jedyne miejsce, w którym nikt nie zrobił im żadnego zdjęcia. Zayn opowiedział mi dużo o sobie, gdy ja w tym czasie zastanawiałam się nad tym co powinnam zrobić jak zapyta mnie o moje życie i moją rodzinę – Mama Zuzi niedawno zmarła na raka, znaczy ponad rok temu. Nie lubi o tym rozmawiać, nawet ze mną. Nie miałam jej tego za złe, sama nie wiem czy uporałabym się z taką stratą, a ona była wyjątkowo dzielna - Gdy zapytał, zamilkłam i przez kilka długich sekund wpatrywałam się w swoje paznokcie. Odparłam, że nie lubię o tym rozmawiać i wolałabym, żeby nie drążył tego tematu. Myślałam, że jak każdy, zacznie wypytywać jeszcze dociekliwiej, jednak tak się nie stało… On… On po prostu, bez słowa, złapał mnie za rękę i trzymał przez parę chwil, po czym dodał: „Nie musisz mi o tym mówić, jeżeli nie chcesz. Ale wiedz, że jeżeli kiedykolwiek zmienisz zdanie, to ja Cię wysłucham” – przyjaciółka spojrzała się na mnie szukając rozczulenia, które po chwili odnalazła.
- Co mu powiedziałaś? – byłam naprawdę bardzo ciekawa jej reakcji
-Nic… - wypaliła wzruszając ramionami
-Jak to nic?! Zuzanno Trzeciak! Co przede mną ukrywasz?! – wstałam i pogroziłam palcem przed jej nosem. Dziewczyna teatralnie przewróciła oczami i lekko odpowiedziała
-Nie powiedziałam nic. Lepiej skonstruuj swoje pytanie, Kochana – dodała podnosząc tym samym moje ciśnienie. Zmarszczyłam brwi i bacznie przyglądałam się Zuzi. Na jej ustach gościł uśmiech z piekła rodem. – To cwaniara – pomyślałam w duchu. Jednak po chwili przemyśleń, porównałam nasze reakcje po wejściu do domu. Skoro ja zachowałam się tak po pocałunku to pewnie…
-Dobrze… Więc, co zrobiłaś gdy Ci to powiedział ? – zapytałam zakładając ręce na klatkę piersiową.
-Robisz postępy Mary –odparła klepiąc mnie po ramieniu – otóż… pocałowałam go.
- Cieszę się razem z Tobą ale swoją drogą nie musieliście podglądać nas z auta! – wypomniałam sytuację sprzed czterdziestu minut.
- Nie gniewaj się, tak się nam akurat nawinęliście, a na film do kina niestety nie zdążyliśmy – zadrwiła, dzięki czemu dostała poduszką w sam środek twarzy.
-Au! To było nie fair Lewandowska! – odburknęła –Oddam Ci później, opowiedz mi w końcu całą historię od wczoraj, do dzisiaj! Tylko… ZE SZCZEGÓLAMI PROSZĘ! – zarządziła przyjaciółka. Na rozmowach zeszło nam się do kolacji, po której rozpromienione udałyśmy się do salonu, obejrzeć jakąś komedię. Nawet nie zauważyłam, że Zuzia usnęła. Nie miałam serca by ją budzić, a tym bardziej nie miałam tyle siły by przenieść ją do łóżka. Uznałam, że przykryje ją kocem i pozostawię na noc na kanapie , która wbrew wszystkim uprzedzeniom była bardzo wygodna.
W łóżku leżałam już jakieś trzydzieści minut i ciągle przewracałam się z boku na bok, myśląc o wydarzeniu sprzed sześciu godzin. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk smsa. „Śpisz ? xx” – tak brzmiała Horanowa wiadomość.
„Nie, a Ty czemu czuwasz ? ;)” – odpisałam w trybie natychmiastowym.
„Jakoś tak dziwnie tu teraz samemu. Poza tym jutrzejszy poranek nie będzie już tak miły jak dzisiejszy :)” – dostałam wiadomość zwrotną, która wywołała u mnie uśmiech. Palce wystukały kolejną wiadomość
„Też tak uważam. Szkoda, że nie możemy normalnie porozmawiać…”
„Niestety Harry zasnął u mnie w pokoju z niewiadomych przyczyn haha. Chyba, że pogadamy za jakieś piętnaście minut, co ty na to?” – na tą wiadomość odpisałam krótkie „ok” i czekałam na – tak mi się zdawało – telefon od Nialla
Ciągle patrzyłam na zegarek, dochodziła pierwsza w nocy. –Pewnie zasnął – westchnęłam i przyłożyłam policzek do poduszki. Po krótkiej chwili do moich uszu dobiegło delikatne stukanie w szybę, które sprawiło, że wzdrygnęłam się ze strachu. Nie wiedziałam czy mam się odwrócić… Oglądając różnorakie horrory zawsze odradzałam głównym bohaterom takich poczynań ale tu chodzi o mnie. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam w stronę okna. To co zobaczyłam wprawiło mnie w niesamowity szok…




OPOWIADANIE CZ. XVI

- Więc, masz jakieś konkretne pomysły na spędzenie czasu?
- Hm… Miałam nadzieję, że to zostawię tobie – uśmiechnęłam się i spojrzałam na reakcję blondyna.
- Skoro tak, to musisz mi zaufać – wyciągnął z tylnej kieszeni spodni bandankę. – Zawiąże ci ją tak, żebyś nic nie widziała.
- Ale jak będę szła? Chcesz mnie poturbować? – Wybuchłam śmiechem.
- Ufasz mi? – Zapytał, a ja twierdząco kiwnęłam głową, bo co innego miałam zrobić. – Poprowadzę cię.
Zasłonił mi oczy i chwycił moją dłoń.
-Nie przejmuj się, to nie daleko, ale będą schody – usłyszałam tylko tyle, bo byłam zbyt skupiona na palcach Nialla, które przeplatały się z moimi. Dojście na miejsce zajęło nam niecałe piętnaście minut. Przez całą drogę mówił mi, na co mam uważać, jakie przeszkody mnie czekają i prosił, bym przy nim nie bała się niczego. W końcu usłyszałam zgrzyt metalowych drzwi, a na skórze poczułam niesamowity chłód
– Czy przez kwadrans, można dojść na Antarktydę? – Zapytałam samej siebie w myślach, trzęsąc się z zimna. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć i zdjąć przepaskę z twarzy, na ramionach poczułam ciepły, pachnący Horanem na kilometr, materiał.
- Niall, przeziębisz się. Już wczoraj wystałeś się na mrozie w ogrodzie – powiedziałam z lekkim poczuciem winy.
- Mary, o mnie się nie martw. Wiedziałem, że tu będzie chłodno. Przychodzę tu już jakiś czas, uodporniłem się – zręcznie ominął moje prośby i zsunął chustkę. Byliśmy na dachu jakiegoś budynku, z którego szczytu, rozciągała się piękna panorama Londynu. Stąd wcale nie był taki szary, na jaki wyglądał tam, na dole.
- Jejku, jak tu pięknie. Przyprowadziłeś tu kogoś kiedyś? – moja ciekawość, kiedyś zaprowadzi mnie do piekła.

*Perspektywa Nialla*

Jej pytanie zabrzmiało w mojej głowie, a ja uświadomiłem sobie, że nikogo wcześniej tu nie przyprowadziłem. Traktowałem to miejsce jak swoją twierdzę, gdzie nikt nie ma wstępu. Dopiero teraz to zauważyłem.
- Wiesz, że nie? – odpowiedziałem na zadane pytanie. – Jesteś pierwszą osobą, którą tu zabrałem.
- Mam nadzieję, że ostatnią – te słowa wypowiedziałem już szeptem, tak by Mary nie mogła ich usłyszeć. Podszedłem bliżej do dziewczyny. Spojrzałem na nią, jej oczy mieniły się teraz tysiącem iskierek, których jeszcze nigdy wcześniej nie widziałem. Ni sąd, ni z owąd brunetka splotła nasze palce i pociągnęła mnie na brzeg budynku. Nie rozmawialiśmy, wolałem nacieszyć się jej obecnością. Nasza znajomość w dalszym ciągu była niewiadomą, mimo takiego obrotu spraw. Musiałem się dowiedzieć, musiałem zapytać, czy ona chociaż mnie lubi.
- Mary? Bo w nocy… - zacząłem.

*Perspektywa Mary*
Błogą ciszę przerwał blondyn.
- Mary? Bo w nocy… - zaczął, a ja przyłożyłam palec wskazujący do jego malinowych ust i kazałam się uciszyć.
- Kochanie, nie musisz mi się tłumaczyć. Nie mogłabym lepiej spędzić tych ostatnich dni. Racjonalne myślenie, może wszystko zepsuć – odpowiedziałam, prawie szeptem.
- Mary, musisz mnie posłuchać – jego mina była dość poważna. Odwrócił się przodem do mnie i zaczął swoją przemowę, nad którą swoją drogą, musiał myśleć dużo wcześniej. –To, co mówiłem przy ognisku… To prawda. Ja… Nigdy, naprawdę nigdy nie zachowywałem się tak w stosunku do dziewczyny, nie czułem tego do żadnej innej kobiety. Nie chce byś pomyślała, że jestem jakimś świrem… Chcę, byś dała mi szansę. Nie poganiam cię, ale czuję… Po prostu po tych trzech dniach, czuję, że nie mogę stracić tak wyjątkowej osoby, jaką jesteś ty – skończył i głęboko patrzył w moje oczy.
Kolejny raz to zrobił… Kolejny raz wzruszył mnie i uświadomił tylko w fakcie, że naprawdę jestem w stanie zakochać się w tym człowieku. Z tego całego zamieszania, znów nie wiedziałam, co powinnam zrobić lub powiedzieć.  Po dłuższej bezczynności, przybliżyłam się do blondyna i ucałowałam jego szeroki nosek.
- Niall… Nie mogłeś tego lepiej powiedzieć. Mamy dużo czasu, ufam ci. Zapewniam cię, że jesteś najbardziej niesamowitym mężczyzną, jakiego poznałam. Przepraszam cię, wrócimy jeszcze kiedyś do tej rozmowy ale robi się późno, a odkąd wyszłam od was nie widziałam się z Zuzią.
- Odprowadzę cię – powiedział i posłał w moją stronę szeroki uśmiech.
*Perspektywa Nialla*


Może zrobiłem z siebie głupka ale przynajmniej wiem, że mam jakieś szanse. Nie mogłem oderwać od niej wzroku… Była taka śliczna, drobna, malutka i po prostu słodka sama w sobie. Przez cała drogę trzymałem ją za rękę, opowiadając wczorajszy ciąg zdarzeń. Opowiedziałem, jak widziałem ją biegnącą z okna. Nie mogłem uwierzyć, że takie rzeczy dzieją się naprawdę. Po niecałych dwudziestu minutach nadszedł czas pożegnania.
-Oh! Niall na górze mam twoje rzeczy. Znio… - przerwałem jej w połowie zdania.
- Zatrzymaj je. Może dane mi będzie oglądać cię w nich częściej – odparłem ściskając ostatni raz jej dłoń. – To do jutra? – Zapytałem, a Mary tylko pokiwała głowę, jako, że się zgadza. – Zadzwonię do ciebie, może wybierzemy się gdzieś w dziewiątkę.
- Jestem jak najbardziej za! – Usłyszałem w odpowiedzi.
– Na mnie już pora , to do zoba… - Zdanie przerwał sygnał wiadomości w moim telefonie. Dziwne od Zayn’a… „Idioto, pocałuj ją!”
Zaśmiałem się chyba zbyt głośno, rozejrzałem się dookoła i dostrzegłem nieopodal auto w którym siedział z przyjaciółką Mary. Zrobiło mi się głupio, więc pomyślałem – a co mi tam – i pokazałem sms-a brunetce. Myślałem, że zacznie się śmiać, ale jej reakcja była inna…
- To czemu nie zrobisz, tak jak ci radzi? –zapytała, ciągle patrząc się na moją zdezorientowaną twarz.
Zbliżyłem się o krok i łapiąc ją za podbródek lekko przysunąłem ku sobie. Ten pocałunek był inny, inny od tego wczorajszego. Dłoń położyłem na dole jej kręgosłupa i przycisnąłem nasze klatki piersiowe do siebie. Dziewczyna założyła mi ręce na szyję i pogłębiła pocałunek. Odrywając ją od siebie czułem, że właśnie odchodzi moje szczęście…


środa, 4 września 2013

NOWOŚĆ :D

Siemanko! 
Ja tak na szybko wchodzę :) Na dolę strony umieściłam widżety z Twittera.Znajdziecie tam TT: Nialla, Justina, Mój i Zuzi ♥
Jutro kolejne części! Kocham, Ola 

poniedziałek, 2 września 2013

OPOWIADANIE CZ. XV

Hej Wszystkim!
Widzę liczbę wyświetleń, która powoduje na mojej twarzy uśmiech :) Ale...
Brak komentarzy mnie trochę dezorientuje. Nie wiem czy Wam się podoba, nie znam Waszych opinii, uwag i sugestii co do następnego rozdziału. 
Mało motywacji = Mało weny
Więc proszę, zostawiajcie po sobie jakiś ślad ♥
Buziaki
~Ola


Do kuchni weszłyśmy całe roześmiane, a nasi nowi znajomi też nie żałowali sobie śmiechu. Trochę posmutniałam, przypominając sobie, że w końcu musimy iść do domu. Miałam tylko nadzieję, że ich jeszcze zobaczę… Że zobaczę jeszcze mój prywatny ocean w oczach blondyna. Nie chciałam się żegnać, ale dochodziła dwunasta, nie możemy nadużywać gościnności.
- Hej, Kochani! – krzyknęłam, przerywając gwarną rozmowę. – My się zbieramy…
- Jak to?! – Louis podniósł się z krzesła, na którym do tej pory siedział. Zaśmiałam się.
- Lou, mieszkamy niedaleko, jeżeli tylko będziecie chcieli to będziecie wiedzieli, gdzie nas szukać – wzięłam kartkę z blatu i napisałam na niej adres. – A telefon od was zawsze odbiorę.
Niall uśmiechnął się do mnie i chyba dopiero teraz zauważył, że na moim ciele, wiszą jego ubrania.
- Naprawdę do twarzy ci w zielonym, a jeszcze bardziej uroczo wyglądasz w rzeczach, które należą do mnie – puścił oczko w moją stronę, a reszta wydała z siebie niepohamowane: „Uuu, Stary”.
- Gamonie – rzuciłam przez ramię i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Nawet nie zwróciłam uwagi kiedy Zuzka poszła uściskać Malika. Może ja też powinnam pożegnać się z blondaskiem w jakiś szczególny sposób? – przeszło mi przez myśl, ale na sam pomysł moja twarz zaczęła się czerwienić.
Gdy kończyłam zakładać buty, przyjaciółka doszła do mnie, kucnęła i powiedziała:
- Kochanie, bardzo się pogniewasz, jeżeli nie wrócę z tobą do domu ? – wypowiedziała te słowa z troską w głosie. Rozbawiło mnie zachowanie dziewczyny.
- Dlaczego miałabym się obrażać? A tak właściwie… To czemu mam wracać sama? Co planujesz? – zażądałam wytłumaczenia.
- Zayn zaproponował mi lody i podwózkę, wpadnę tylko do domu zmienić spodnie, ok? – odpowiedziała na pytania, a w jej oczach dostrzegłam zabawne iskierki.
- Dobra, idź… Ale masz u mnie dług! – pogroziłam palcem i przytuliłam Zuzię.
- Co się tu dzieje? – Zapytał Horan. – Tulicie się beze mnie?
- Em… To ja już spadam. Zayn, idziemy ?
Dlaczego musiała zawsze zrobić mi na złość ?
Zostałam sama z Irlandczykiem. Co miałam niby, do cholery powiedzieć? Żadne sensowne słowa nie przychodziły mi do głowy.
- Czemu nie idziecie razem? – Z zamyśleń wyrwał mnie ciepły głos Nialla.
- Yyy… No poszli tak jakby na randkę i muszę iść do domu sama – zupełnie nie rozumiałam swojego skrępowania. Przecież jeszcze siedem godzin temu, chciałam się do niego przytulać!
- To może… Oczywiście, jeżeli będziesz chciała… Ja ci potowarzyszę w drodze do domu, co ty na to? – zapytał bardzo niepewnie.
- Będzie mi miło, nawet nie wiesz jak bardzo – uśmiechnęłam się do blondyna. Chłopak rozpromienił się i ukazał rząd bielusieńkich zębów. W ekspresowym tempie założył buty i chwycił bluzę, na odchodnym rzucił tylko, że wychodzi i nie wie kiedy wróci. Niall, przez całą drogę rozśmieszał mnie, powodując kolejny ból głowy. Oczywiście nie miałam mu tego za złe, kochałam się śmiać, a tym bardziej w takim towarzystwie, jakie miałam obok. Dochodząc do domu trochę ucichliśmy.
- Wujostwo jest w pracy, może wejdziesz i poczekasz aż się przebiorę, a później pójdziemy się przejść? Świeże powietrze dobrze nam zrobi, wchodzisz w to? – przejęłam inicjatywę i wypaliłam na poczekaniu.
- Jasne!  W twoim towarzystwie zawsze – szybko odwróciłam się, gdyż na moich policzkach zagościł tak dobrze znany mi rumieniec. Po wejściu do środka, przywitał nas, wesoły do granic możliwości, pies.
- Jak się wabi? – Zapytał mój gość.
- Lazzy – odpowiedziałam. – Chcesz coś do picia?
- WODY! – oboje wybuchliśmy śmiechem, znowu. Po nalaniu picia do szklanek przekierowaliśmy się na górę.
- Poczekaj tutaj, ja pójdę do łazienki – powiedziałam wyciągając rzeczy z jeszcze nie wypakowanej walizki. Przez drzwi ubikacji cały czas prowadziliśmy rozmowę. Wypytał mnie o pochodzenie, rodzinę i takie podstawowe rzeczy. Nie wyglądałam jakoś szczególnie elegancko. Założyłam jasne jeansy, szary t-shirt, do tego czarne trampki, a na ramię zarzuciłam torbę z motywem moro. Włosy rozpuściłam, a czubek głowy udekorowałam złotymi okularami. Opuściliśmy dom, cały czas się śmiejąc. Wychodząc na ulicę blondyn zaczął rozmowę
- Więc…

OPOWIADANIE CZ. XIV


Rano wstałam zanim Niall zdążył się obudzić. Delikatnie zsunęłam z siebie jego ramiona i ucałowałam lekko lewy policzek. Wyjęłam z szafy blondyna zielony podkoszulek, czarne dresy i poczłapałam do łazienki. Włosy związałam w niesfornego koka, a twarz musnęłam pudrem w kamieniu. Schodząc na dół pomyślałam, że może w jakiś sposób odwdzięczę się chłopakom za pomoc i troskę jaką nas obdarzyli, po wczorajszej sytuacji, która „troszkę” wymknęła się spod kontroli. Myśląc o wczorajszym wydarzeniu do mojej twarzy napłynęła krew, co znaczyło, że policzki znów robią się czerwone.
- Co za wstyd! Jeszcze przed swoimi idolami… – naprawdę było mi głupio. Otworzyłam lodówkę i zobaczyłam… właśnie, NIC nie zobaczyłam! Lodówka była zupełnie pusta. Wzięłam z torebki portfel i ruszyłam do najbliższego marketu. Była ósma, wcześnie jak na osobę skacowaną.
Wróciłam obładowana torbami, w których między innymi znalazła się aspiryna, cztery butelki wody niegazowanej, kawa, dwa bochenki chleba , kilka jędrnych pomidorów i jajka, które potrzebne mi były zdecydowanie najbardziej… Pomijając aspirynę.
Ustawiłam na blacie kuchennym dziewięć talerzy. Na każdym pokroiłam jednego pomidora i położyłam omleta, którego pyszny zapach roznosił się po domu. U boku każdego naczynia wyłożyłam po jednej tabletce leku, a do litrowego dzbanka nalałam wody. Gdy już kończyłam przygotowania, na schodach pojawiła się cała reszta.
- Malutka, nie musiałaś – powiedział Liam, drapiąc się po głowie.
- Oczywiście, że musiałam! Zaopiekowaliście się nami i przenocowaliście. Ktoś inny mógłby, jak gdyby nigdy nic, zaprowadzić nas pod drzwi domu i zostawić przypadkowi. Moim obowiązkiem było odwdzięczyć się wam za dobroć i zaufanie, którymi nas obdarzyliście – wypaliłam, nie dając im możliwości sprzeciwu. Zabrałam dwa talerze i ruszyłam w stronę jadalni.
- Daj pomogę ci – usłyszałam tak bardzo znajomy mi głos blondyna. Uśmiechnęłam się lekko i wręczyłam Niallowi zastawę.
- Mary, to było pyszne! – Danielle krzyknęła, wkładając ostatni kęs do ust.
- Dziękuję, ale jeżeli chcecie, żebym robiła takie śniadania, to musicie uzupełnić zapasy w lodówce, bo dziś rano była zupełnie pusta! – Wzorkiem skarciłam chłopców, jednocześnie śmiejąc się.
- OBIECUJEMY! – Wykrzyczeli chórem.
– Ale pod warunkiem, że przygotujesz kiedyś kolację – odezwał się Niall. Przy stole nie rozmawialiśmy ze sobą. Nie wiem czemu, myślę, że to po prostu skrępowanie.
- Zuzia? Wyjdziesz później ze mną do ogrodu? Wczoraj chyba zgubiłam tam… Yyy… BRANSOLETKĘ – wymyśliłam pretekst, by móc wypytać przyjaciółkę o zdarzenia z poprzedniego wieczoru.
- Em… Jasne – odpowiedziała, domyślając się, że coś kombinuje
Po skończonym śniadaniu, sprzątnęliśmy ze stołu i włożyliśmy naczynia do zmywarki. Dźgnęłam Zuzię pod żebro, by przypomnieć jej o „bransoletce” na zewnątrz. Przyjaciółka tylko przewróciła oczami i głęboko westchnęła. Przy drzwiach prowadzących na tyły powiedziałam Zuzi, żeby poszła pierwsza, bo ja muszę cofnąć się po torebkę. Wchodząc po schodach natknęłam się na Irlandczyka, który mijając mnie musnął mój policzek.
- Spodobał mi się dzisiejszy buziak od ciebie na „dzień dobry” – uśmiechnął się zawadiacko, a moje policzki znów przybrały kolor purpury.  - Lubię wywoływać u ciebie rumieńce – powiedział i zbiegł na dół.
Znów nie odezwałam się ani słowem. Zabrałam torebkę i ruszyłam w stronę ogrodu. Zuzka siedziała na ławeczce i chyba trochę przysypiała. Zajęłam miejsce obok niej i z torebki wyciągnęłam papierosa.
- MARY! Umawiałyśmy się przecież! – krzyknęła, a ja nałożyłam rękę na jej usta
- Ci! To tylko jeden, potrzebuję się odstresować. Przecież wiesz, że nałogowo nie palę.
- Eh… To jest zupełnie bez sensu, no ale to twoje życie. Więc o czym chciałaś pogadać, bo nie wydaje mi się, żeby chodziło o zgubioną biżuterię – zajęła miejsce naprzeciwko, widocznie dym bardzo jej przeszkadzał.
- No racja, nie chodzi o bransoletkę… Nie wiesz może co działo się po ostatnich kolejkach? – zapytałam niepewnie, wypuszczając dym.
- A ty nic nie pamiętasz ? – zapytała zdumiona.
- No właśnie nie, wiesz sama, że mam słabą głowę – odpowiedziałam lekko oburzona.
- Eh… No, bo wiesz… Ja też mało pamiętam. Wiem tylko to, co powiedział mi Zayn dzisiaj rano.
- Rano? – Wytrzeszczyłam oczy. – To gdzie ty tak właściwie spałaś?
- No u Zayna… Powiedział, że chcieli nas ułożyć razem ale uznali, ze nie pomieścimy się w gościnnym.
- Mnie Niall powiedział to samo – odpowiedziałam, zapominając, że Zuzia nie wie, że noc spędziłam u niego w pokoju.
- Spałaś z Horanem w jednym łóżku?! – Krzyknęła a ja kopnęłam ją w piszczel. – AU!
- GŁOŚNIEJ! JESZCZE TWOJA CIOCIA O TYM NIE WIE – zganiłam dziewczynę.
- Sorki... Spałaś z Horanem w jednym łóżku? – Powtórzyła, ale tym razem szeptem.
- Tak, jak ty z Malikiem! – Zmierzyłam wzrokiem przyjaciółkę. W tym samym czasie wybuchłyśmy śmiechem. 
- Dobra, szczegóły opowiem ci w domu. Chodźmy pożegnać się z resztą – dodałam gasząc papierosa.