środa, 14 sierpnia 2013

OPOWIADANIE CZ.X

*Perspektywa Niall’a*
Jezu, słodki Jezu! Zgodziła się, lubi mnie! Tak się cieszę… Muszę iść spać, jutro rano muszę jechać do sklepu, przygotować ogród, nagrzać wodę w basenie… Będzie tak pięknie! Ale najpierw muszę wysłać jej adres. Ciekawe, czy poznała mnie wtedy w oknie?
*Perspektywa Mary*

Już przysypiałam, gdy dostałam smsa z adresem. Nie mogłam uwierzyć w to, co przeczytałam… To była ulica, na której aktualnie mieszkałyśmy… ONE DIRECTION MIESZKALI PARĘ DOMÓW DALEJ. Chwila… To pewnie ta willa, którą mijałam dzisiaj rano, biegnąc. Ale w takim razie, kogo widziałam w oknie ? To jest strasznie pokręcone. Muszę iść spać, już nie daję rady, oczy same mi się zamykają. Jutrzejszy dzień będzie równie ekscytujący.
Rano… Jeżeli rankiem można nazwać godzinę jedenastą. Okazało się, że nie wstałyśmy na śniadanie.
Trudno – pomyślałam. Muszę się umyć i wystroić, przecież idę na ognisko do słynnego 1D. Zuzkę obudzę jak wyjdę z łazienki, niech sobie pośpi.
Standardowo – wiśniowy żel pod prysznic, włosy i odżywka z mango, golenie nóg i wiele innych. Wszystkie te czynności zajęły mi niecałe pół godzinki.
Wskoczyłam na łóżko tak energicznie, że przyjaciółka z niego spadła. Pobiegłam z drugiej strony, by pomóc jej wstać.
- Tak bardzo cię przepraszam, nie miało być tak gwałtownie – przepraszałam przez śmiech, mimo wszystko widok był dość zabawny.
- Eh… Która godzina? – zapytała, szukając swojego telefonu, który zamotał się gdzieś w pościeli.
- Wiesz… Bo jest w pół do dwunastej a o szestanstej mamy być u chłopaków – odpowiedziałam niepewnie, bo wiedziałam, że zacznie panikować.
- Co?! Dlaczego mnie nie obudziłaś?! – wykrzyczała, zrywając się z podłogi.
- Sama wstałam pół godziny temu. Pomogę ci, zdążymy – uspokajałam Zuzkę.
- Dobra! To ja lecę pod prysznic – wystrzeliła jak z procy.
W co by się tu ubrać? – przemknęło mi przez myśl. Za oknem słońce, ale wieczorem może być chłodno… Więc może by tak to, styl Zuzi również nie jest mi obcy i żeby zaoszczędzić czas, wybrałam również zestaw dla niej. W końcu idziemy na ognisko, gdzie jest zimno i roi się od komarów. Ma być wygodnie, przecież nie chcemy by pomyśleli, że jesteśmy jakimiś diwami. Wysuszyłam włosy i splotłam je w kłosa, nad grzywką umieściłam okulary. Rzęsy pociągnęłam tuszem, a usta musnęłam bezbarwnym błyszczykiem. Spakowałam do torby wszystkie potrzebne rzeczy. Pomyślałam również o strojach kąpielowych – widziałam, że posiadają basen, a nie wiem co zaplanowali na wieczór. Zeszłam na dół by poinformować wujostwo o naszych planach.
- Przepraszam ale czy mieliby Państwo coś przeciwko, gdybyśmy wyszły dzisiaj po południu do znajomych na ognisko? – zapytałam, wchodząc niepewnie do salonu.
- Dziewczyny, nie ma problemu. Poczekaj chwilkę… - Pani Hook wstała i podążyła w kierunku holu.
- Proszę, macie trochę gotówki. Pojedźcie na zakupy i kupcie jakiś prowiant – ciocia Zuzi uśmiechnęła się ciepło i wręczyła mi parę banknotów.
- Ojej… Dziękujemy, nie trzeba było mamy własne oszczędności – było mi trochę głupio brać pieniądze od obcej mi osoby.
- Nie ma za co –  znów posłała mi delikatny uśmiech. - Zostajecie na obiedzie ? – zapytała.
- Nie, właściwie to zaraz wychodzimy. Pojedziemy po zakupy na ognisko, a już na szesnastą jesteśmy umówione.
- Dobrze, wracacie jutro? – dopytywała ciocia.
- Jeszcze nie wiemy, chyba tak. Dom naszych znajomych znajduję się na tej ulicy, ta wielka willa kila działek dalej – dodałam.
- Mhm, rozumiem. To dobrej zabawy wam życzymy dziewczynki – mówiła, znikając w salonie.
Zuzia w tym czasie zdążyła się wyszykować.
Kupiłyśmy parę kubełków lodów, zgrzewkę piwa jabłkowego, kilogram kiełbasy i karczku. Tak obładowane podążałyśmy roześmiane ulicą. Ni stąd, ni zowąd obok nas pojawiło się auto z przyciemnionymi szybami. Zatrzymało się parę metrów przed nami, a w oknie samochodu ukazała się twarz Louisa. Widocznie miałyśmy szczęście, bo torby były niesamowicie ciężkie.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz