*Perspektywa Niall’a*
Jezu, słodki Jezu! Zgodziła się, lubi mnie! Tak się cieszę…
Muszę iść spać, jutro rano muszę jechać do sklepu, przygotować ogród, nagrzać
wodę w basenie… Będzie tak pięknie! Ale najpierw muszę wysłać jej adres.
Ciekawe, czy poznała mnie wtedy w oknie?
*Perspektywa Mary*
Rano… Jeżeli rankiem można nazwać godzinę jedenastą. Okazało się, że nie wstałyśmy na śniadanie.
Trudno – pomyślałam. Muszę się umyć i wystroić, przecież idę na ognisko do słynnego 1D. Zuzkę obudzę jak wyjdę z łazienki, niech sobie pośpi.
Standardowo – wiśniowy żel pod prysznic, włosy i odżywka z mango, golenie nóg i wiele innych. Wszystkie te czynności zajęły mi niecałe pół godzinki.
Wskoczyłam na łóżko tak energicznie, że przyjaciółka z niego spadła. Pobiegłam z drugiej strony, by pomóc jej wstać.
- Tak bardzo cię przepraszam, nie miało być tak gwałtownie – przepraszałam przez śmiech, mimo wszystko widok był dość zabawny.
- Eh… Która godzina? – zapytała, szukając swojego telefonu, który zamotał się gdzieś w pościeli.
- Wiesz… Bo jest w pół do dwunastej a o szestanstej mamy być u chłopaków – odpowiedziałam niepewnie, bo wiedziałam, że zacznie panikować.
- Co?! Dlaczego mnie nie obudziłaś?! – wykrzyczała, zrywając się z podłogi.
- Sama wstałam pół godziny temu. Pomogę ci, zdążymy – uspokajałam Zuzkę.
- Dobra! To ja lecę pod prysznic – wystrzeliła jak z procy.
W co by się tu ubrać? – przemknęło mi przez myśl. Za oknem słońce, ale wieczorem może być chłodno… Więc może by tak to, styl Zuzi również nie jest mi obcy i żeby zaoszczędzić czas, wybrałam również zestaw dla niej. W końcu idziemy na ognisko, gdzie jest zimno i roi się od komarów. Ma być wygodnie, przecież nie chcemy by pomyśleli, że jesteśmy jakimiś diwami. Wysuszyłam włosy i splotłam je w kłosa, nad grzywką umieściłam okulary. Rzęsy pociągnęłam tuszem, a usta musnęłam bezbarwnym błyszczykiem. Spakowałam do torby wszystkie potrzebne rzeczy. Pomyślałam również o strojach kąpielowych – widziałam, że posiadają basen, a nie wiem co zaplanowali na wieczór. Zeszłam na dół by poinformować wujostwo o naszych planach.
- Przepraszam ale czy mieliby Państwo coś przeciwko, gdybyśmy wyszły dzisiaj po południu do znajomych na ognisko? – zapytałam, wchodząc niepewnie do salonu.
- Dziewczyny, nie ma problemu. Poczekaj chwilkę… - Pani Hook wstała i podążyła w kierunku holu.
- Proszę, macie trochę gotówki. Pojedźcie na zakupy i kupcie jakiś prowiant – ciocia Zuzi uśmiechnęła się ciepło i wręczyła mi parę banknotów.
- Ojej… Dziękujemy, nie trzeba było mamy własne oszczędności – było mi trochę głupio brać pieniądze od obcej mi osoby.
- Nie ma za co – znów posłała mi delikatny uśmiech. - Zostajecie na obiedzie ? – zapytała.
- Nie, właściwie to zaraz wychodzimy. Pojedziemy po zakupy na ognisko, a już na szesnastą jesteśmy umówione.
- Dobrze, wracacie jutro? – dopytywała ciocia.
- Jeszcze nie wiemy, chyba tak. Dom naszych znajomych znajduję się na tej ulicy, ta wielka willa kila działek dalej – dodałam.
- Mhm, rozumiem. To dobrej zabawy wam życzymy dziewczynki – mówiła, znikając w salonie.
Zuzia w tym czasie zdążyła się wyszykować.
Kupiłyśmy parę kubełków lodów, zgrzewkę piwa jabłkowego, kilogram kiełbasy i karczku. Tak obładowane podążałyśmy roześmiane ulicą. Ni stąd, ni zowąd obok nas pojawiło się auto z przyciemnionymi szybami. Zatrzymało się parę metrów przed nami, a w oknie samochodu ukazała się twarz Louisa. Widocznie miałyśmy szczęście, bo torby były niesamowicie ciężkie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz