niedziela, 20 października 2013

OPOWIADANIE CZ. XXII

-To może wszystko skomplikować jeszcze bardziej – mówiłam bardziej do siebie niż do Nialla. Musiałam podjąć decyzję, która najprawdopodobniej będzie miała wpływ na moje życie. Co miałam zrobić? Powiedzieć mu, że chłopak, którego kiedyś kochałam… Odezwał się po dwóch latach, prosząc mnie o rozmowę? To chore.
-Co? Co ma wszystko skomplikować? – wyrwał mnie z zadumy, lekko dotykając mojego ramienia
-Nic, o czym musiałbyś wiedzieć. Horan, słuchaj… Myślę, że musimy odpocząć – powiedziałam unikając jego wzroku. Rzuciłam papierosa i nerwowo go przydeptałam. Chciałam ominąć część, w której będzie chciał usłyszeć ode mnie, jakiekolwiek wyjaśnienia. Chyba nie rozumiał tego co mówię, albo nie chciał zrozumieć. Ciężko było mi określić co teraz czułam… Na pewno byłam zdezorientowana. Niall poruszył się, chyba chciał coś powiedzieć.
-Mary… Nie wiem…  Jeżeli tego chcesz – mówił, jednocześnie kręcąc głową.
-Nie to, że chce… Ja tego potrzebuje – mówiąc to w moich oczach, mimowolnie błysnęły łzy. Przywiązałam się do niego.
-To… Ja już sobie pójdę – rzucił na odchodne. Myślę, że gdyby miał siłę, zachowałby się zupełnie inaczej ale przecież sama do tego doprowadziłam. Moja wewnętrzna podświadomość, kazała mi go zatrzymać ale ta niepewność… Obróciłam się na pięcie, a pusty już wzrok zatrzymałam na czubkach moich butów.
W takim stanie doszłam do roześmianego domu. Nie miałam ochoty z nimi siedzieć, jedyne czego chciałam to zaszyć się w pokoju i porozmawiać z moją najlepszą przyjaciółką… Osobą, która nigdy w życiu mnie nie zraniła.
Około godziny dziesiątej wieczorem, wszyscy wyszli z mieszkania.  Jedyny Harry przyszedł do mnie na górę i zapytał co się stało. Nie powiedziałam mu. Nie chce, by wszyscy o tym wiedzieli, tym bardziej Harry, bo to o relacje między naszą dwójką, Niall miał pretensje. Podkreślę, bezpodstawne pretensje!
Czekałam jeszcze pół godziny, zanim Zuzka, raczyła przekroczyć próg naszego pokoju.
-O! Hej, myślałam, że śpisz – powiedziała cicho
-O! Hej, a ja myślałam, że o mnie zapomniałaś – warknęłam na przyjaciółkę
-Marysia! Miałam gości, przepraszam… - zamilkła na chwilę. Może faktycznie nie powinnam tak na nią naskakiwać. To nie jej wina, że wszystko obróciło się w pył – Opowiesz mi co się stało? – dokończyła swoją myśl. Spojrzałam na nią niepewnie i… Rozkleiłam się. Płakałam jak małe dziecko, łkając i próbując wydusić z siebie choćby jedno słowo.
-Ciicho. Nie płacz już. Opowiesz mi, jak będziesz mogła. Będę przy Tobie. Zawsze. Obiecuje – mówiła to tonem mojej mamy, głaszcząc mnie troskliwie po plecach. W końcu uspokoiłam swoje skołatane emocje i usiadłam prosto, ocierając mokre od łez policzki.
-To koniec – powiedziałam krótko – Niall mi nie ufa. Dzwonił Mateusz. Dlaczego ja zawsze muszę wszystko komplikować – znów poczułam bezsilność i chęć płaczu.
-Moment. Mary… Po kolei – poprosiła zdezorientowana Zuzia. Historie zaczęłam od samego początku. Prawdopodobnie, pomogła mi  podjąć najważniejsze decyzje w moim życiu.

****Miesiąc później****

Zastanawiacie się pewnie, jak potoczyły się losy naszej czwórki. Zayn i Harry przez cały czas byli przy mnie, opowiadając co u nich. Koncerty, wyjazdy, wywiady, wycieczki, imprezy. Któregoś dnia, przyłapałam się na tym, że gdy mówią o swoich przygodach, wcale ich nie słucham. Wyłapywałam najważniejsze jak dla mnie informacje, związane z Horanem. Od naszej ostatniej rozmowy, odezwał się tylko raz. Był to sms o treści:
- „Wszystko u Ciebie dobrze? Odezwij się.” Nie odpisałam mu… Być może powinnam ale postanowiłam tego dnia, dać szansę na wyjaśnienia ale… Nie Niallowi, tylko Mateuszowi. Zdecydowałam się wrócić do Polski, na jakiś czas. Zobaczyć się z rodzicami, przyjaciółmi i zabrać rzeczy. Tak, zabrać rzeczy… Jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli, zostaniemy tu na stałe. Nie mieszkamy już u Państwa Hook. Znalazłyśmy świetne mieszkanie na wynajem, z czynszem za półdarmo. Dostałyśmy pracę, jako kelnerki. Chociaż mam nadzieję, że po powrocie, otworzę zakład fotograficzny. Tak to wygląda…
Dziś stoję w kuchni żegnając się ze wszystkimi. Walizki stoją w przejściu, sprawdzam czy wszystko wzięłam. Przyszła cała załoga z wyjątkiem jego… Czułam pustkę, chodź jednocześnie, bardzo cieszyłam się, że zobaczę swoich bliskich. Czas wychodzić, taksówka już czeka.
-„Dowidzenia!” – krzyknęłam po polsku i zamknęłam drzwi samochodu.


*Perspektywa Nialla*

Ostatnimi czasy, nie czułem się dobrze. Tak bardzo chciałem się z nią zobaczyć, tak bardzo mi jej brakowało. Dzisiaj wszyscy poszli do mieszkania dziewczyn, chcieli mi nawet powiedzieć po co ale ja nie chciałem słuchać. A może powinienem?
Tak… To już za długo trwa. Nowy adres jest na lodówce, nie trudno go zapamiętać, przy tak częstym użytkowaniu. Wyszedłem w pośpiechu zakładając bluzę. Nie było ciepło, padał delikatny deszcz, więc z kapturem na głowie ruszyłem przed siebie.
-Cześć! Jest Mary?! – Wparowałem do przedpokoju, szukając swoich przyjaciół.
-On nic nie wie?! – usłyszałem zza ściany głos Zuzi. Była częstym gościem Zayna w naszym domu.
-Czego nie wiem? – zapytałem, świdrując wzrokiem każdą z osób.
-Stary, nie chciałeś nas słuchać, więc nie wiesz – odezwał się Harry – Ona wyjechała. Do Polski.
-Kiedy? – byłem zdruzgotany
-Jakieś trzydzieści minut temu – wtrąciła jej przyjaciółka. To znaczy, że zepsułem wszystko. Zwyczajnie dałem dupy. Z całej siły uderzyłem pięścią w metalową futrynę. Powiem szczerze, że bolało mniej niż to, co czułem teraz w środku.
-Niall! – krzyknął Liam – Masz zamiar się nad sobą użalać? Pozwolisz jej tak po prostu odejść?
Miał racje. Była dla mnie ważna, więc dlaczego miałem się na to godzić!
-Nie… Ja… Ja po prostu nie wiem co mam robić! Dziewczyna, którą kocham właśnie odchodzi! – krzyczałem
-Łap! – usłyszałem obok siebie. Zuzka pociągnęła mnie za kaptur do wyjścia. Co się dzieje? Co my robimy?
-Co Ty wyprawiasz?! – w końcu uwolniłem się z jej uścisku
-Chcesz ją odzyskać? Jeżeli tak, to pośpiesz się i wsiadaj, jedziemy na lotnisko – mówiła dziewczyna, nawet nie patrząc w moją stronę. Biegiem wsiadłem do auta i zapiąłem pasy. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, sunąc londyńskimi ulicami. Nie wiedziałem, że dziewczyny potrafią tak szybko jeździć.
-Powiedziałeś jej, ile dla Ciebie znaczy? – pierwszy raz od wyruszenia, odezwała się do mnie
-Nie… Chciałem… Ale wtedy dostała telefon i… - przerwała mi Trzeciak
-O nie… Tego też nie wiesz. Mary, idiotko! – mówiła to bardziej do siebie, niż do mnie
-Czy ja w ogóle wiem, o czymkolwiek, co tu się dzieje?! – miałem dość wiecznych tajemnic
-Ten telefon… To był Mateusz. Jej były chłopak, poprosił o spotkanie. Jeżeli nie zdążymy… Możesz więcej nie nazwać ją „Swoją Mary” – odpowiedziała, mocniej ściskając kierownice. Zrobiło mi się niedobrze. Przecież to moja wina, że do tego doszło. Dojechaliśmy w niecałe dwadzieścia minut. Pobiegliśmy do środka, poszukując w tłumie znajomej nam sylwetki. Zuzia parę razy pomyliła osoby ale ja, znałem ją na pamięć.
Jest! Daje bilet, wchodzi na pokład. Nie…
-Mary! Marysia Lewandowska! – krzyczałem ale nie słyszała, byłem sfrustrowany. Podbiegłem do wejścia, chciałem ją dogonić. Na próżno. Facet, który sprawdzał bilety nie chciał mnie wpuścić.
-„Czy jest karta pokładowa?” – obiło mi się o uszy
-Nie, ja muszę tylko porozmawiać z tą dziewczyną – mówiłem roztrzęsiony
-Maaaaaaaaaary! – usłyszałem za sobą krzyk, a raczej pisk. Słyszałem echo wydobytego przez przyjaciółkę dźwięku. To było zdecydowanie najdłuższe dziesięć sekund w moim życiu. Wyszła!
-Co? Rety, co wy tu robicie?! – była zszokowana naszym widokiem
-Okej, ruszaj. Zostawię Was – powiedziała Zuzia, poklepując mnie po ramieniu. To jest mój czas, moja jedyna nadzieja, by to naprawić. Horan! Nie schrzań tego.
-Co jest? Niall, co się dzieje? – ciągle dopytywała
-Więc… - zacząłem niepewnie – Chciałem Ci powiedzieć… Nie jedź – póki co, to wszystko, na co miałem odwagę
-Co?! – krzyknęła
-Proszę Cię. Zostań ze mną. Tak bardzo Cię kocham. Nie wyjeżdżaj – błagałem, chodź w jej oczach nie widziałem tych zabawnych iskierek.
-O rany… - chyba nie wiedziała co powiedzieć
-Wiem, że powinienem powiedzieć Ci to wcześniej. Głupio to rozegrałem. Przepraszam, że mówię to dopiero teraz. Kocham Cię. Nie wsiadaj do tego samolotu – coś, a raczej ktoś mi przerwał
-Przepraszam, czy Pani wsiada? – ten facet, działał mi na nerwy
-Hej! Wiem, że mnie kochasz. Wiem to! – mówiłem ciągle trzymając jej dłoń
-Proszę Pani? – koleś zaraz dostanie w zęby
-Muszę… - w końcu coś powiedziała, to już jakiś progres – Iść do samolotu
-Nie prawda – mój świat się załamał
-Muszę. Czekają na mnie. Nie teraz, przykro mi – mówiła to, cofając się już w stronę wejścia na pokład.
-Mary… - ostatni płomyk nadziei właśnie przygasał
-Przepraszam – powiedziała i zniknęła. Stałem tam i myślałem jak to się stało. Znowu wszystko poszło nie tak. Straciłem ją i na jakieś sto procent, nigdy jej już nie odzyskam. Chciało mi się płakać. Poczułem na swoim ramieniu, dłoń Zuzy. Odwróciłem się do niej ze łzami w oczach.
-Myślałem, że zostanie – mówiąc to spojrzałem jeszcze raz na drzwi, którymi wyszła
-Tak mi przykro – odezwała się, a ja wpadłem w jej ramiona. Musiałem się wypłakać. To był mój koniec.

*Perspektywa Zuzi*

Odwiozłam Horana do domu. Był w okropnym stanie. Sama myślałam, że Marysia nie wyleci. Otworzyłam drzwi od mieszkania. Wszyscy siedzieli na tych samych miejscach, jakby nic się nie zmieniło.
-Ej! I co zdążyliście? – zapytał Lou
-Em… Tak, tak. Pogadał z nią ale… Nie została – z każdym kolejnym słowem ściszałam ton swojego głosu. Przez chwilę w pokoju panowała cisza.
-Gdzie Niall? – tym razem odezwał się Liam
-W domu. Chciał być sam – odpowiedziałam szybko. Wokół mojej tali poczułam silny uścisk. Zayn próbował mnie pocieszyć, a przecież to nie ja miałam problem.
*Perspektywa Nialla*
Wszedłem do domu. Był taki pusty, bez pozostałej czwórki. Dlaczego nie została? Przecież powiedziałem jej, że ją kocham. Pierwszy raz w swoim życiu, powiedziałem dziewczynie, że ją kocham. Wbrew wszystkim pozorom, jeżeli darzysz kogoś naprawdę takim uczuciem, nie jest to wcale trudne. Usiadłem na kanapie w salonie i kątem oka, zauważyłem na telefonie stacjonarnym, że mam nieodsłuchaną jedną wiadomość. Nacisnąłem na migający punkt i czekałem. Usłyszałem w tym małym urządzeniu coś, co zupełnie zbiło mnie z nóg.
„Niall, cześć. To ja. Jestem już w samolocie i czuje się paskudnie. Nie tak to sobie wyobrażałam. Zupełnie mnie zaskoczyłeś, tym co powiedziałeś. Siedzę teraz i rozmyślam, co powinnam była Ci powiedzieć. Nawet Ci nie powiedziałam, że też Cię kocham. To jasne, że Cię kocham. Kocham Cię… Kocham Cię… Kocham Cię… Co ja wyprawiam? Kocham Cię! Ugh… Muszę Cię zobaczyć! Muszę wysiąść z tego samolotu – o mój Boże, pomyślałem – Przepraszam, muszę wysiąść z tego samolotu, żeby wyznać komuś miłość.-
-„ Proszę Pani, to nie możliwe”- odezwała się stewardessa
-WYPUŚCIE JĄ! – krzyczałem do telefonu
-„Przykro mi ale musi Pani usiąść” – stewardessa nie dawała za wygraną
-„Błagam, proszę mnie zrozumieć!” – Mary widocznie bardzo na tym zależało
-PRZYNAJMNIEJ SPRÓBOWAĆ! – musiało to wyglądać idiotycznie, prowadziłem konwersacje z telefonem
-Oh! To naprawdę niemożliwe?! Proszę, po pro[…] – automatyczna sekretarka powiadomiła mnie o końcu wiadomości
-Nie, nie! Rety! – zacząłem przyciskać wszystko co popadnie, może jest jeszcze jakaś wiadomość  - Jezu! Wysiadła? Wysiadła?!
-Wysiadłam – usłyszałem za sobą tak bardzo ukochany mi głos. Stała w przejściu. Moja księżniczka, była tu.
-Wysiadłaś… - palnąłem pod wpływem zdezorientowania. Pokiwała głową, a na jej twarzy zobaczyłem subtelny uśmiech. Nie pozostało mi nic innego jak ją pocałować. Trzymałem ją mocno, jakby za chwilę miała mi uciec. Tak bardzo ją kocham. Ona jest moim szczęściem. Ona jest moim sensem. Ona jest moim sercem. 





UWAGA!
Jest to ostatni rozdział. Następnym będzie już epilog. Musiałam zakończyć bloga ze względu na brak czasu. Mam już pomysł na kolejnego,jakże wszystkich chętnych poinformuje, gdy będzie już gotowy.
Kocham i przepraszam, że nie dodałam wcześniej
~Ola

sobota, 12 października 2013

-"KIEDY NEXT?"

Cześć Marcheweczki!

Nowy rozdział, najprawdopodobniej pojawi się dopiero w przyszłym tygodniu. Przepraszam Was bardzo, ale zwyczajnie nie wyrabiam z nauką. Jeżeli uda mi się pouczyć dzisiaj, to MOŻE, napiszę go na jutro ale nic pewnego!

Przepraszam jeszcze raz i obiecuje, że przy tych ostatnich już rozdziałach, będę bardziej słowna!

PS. Tak... Następne 2-3 rozdziały, będą już ostatnimi. Mam w głowie już kolejne opowiadanie, także niebawem będzie nowy blog :) Śledźcie tego, a wszystkiego się dowiecie.

Kocham, Ola

piątek, 4 października 2013

OPOWIADANIE CZ. XXI

Przeprasza, że tak późno dodaję rozdział ale wcześniej nie dałam rady :c
Mam nadzieję że się podoba, bo ja sama mam zastrzeżenia do jednego fragmentu. Ciekawe czy również Wy zwrócicie na niego uwagę. DZIESIĘĆ KOMENTARZY WIDZĘ KONIECZNIE! ♥

Kocham!
~Ola


-Było… Znaczy, z tego co pamiętam, to było w porządku – odpowiedziałam niepewnie
-„W porządku”? Liczyłam na bardziej pikantne szczegóły – mówiła zawiedziona przyjaciółka. Ja jednak, nie miałam czasu tego słuchać. Wiecie, to nie jest fajne uczucie, gdy niczego nie pamiętasz z imprezy. Gdy starasz się, przypomnieć sobie zdarzenia z poprzedniego wieczoru, odkąd rano otworzyłaś oczy.
-Hallo! Słuchasz ty mnie w ogóle? – machała dłonią Zuzia
-Tak… Przepraszam, zamyśliłam się.
-To skoro tak uważnie mnie słuchasz, to może odpowiesz na zadane przeze mnie pytanie? – kombinowała dziewczyna
-Um… - plątałam się we własnej wypowiedzi – Dobra! A jakie ono było?
-Jesteś okropna – przewróciła oczami Zuzka – Dlaczego Niall nie wrócił z Tobą?
Dobre zapytanie. W sumie, sama nie wiedziałam. Miałam nadzieję, że Harry przy śniadaniu coś opowie i mnie oświeci, ale on chyba też nie wiele wiedział. Najbardziej z tego wszystkiego, martwiło mnie to, że blondasek nie odezwał się od wczoraj.
-Jeżeli musisz wiedzieć, to nawet nie wiem, czy był wczoraj w klubie. Harry mówił coś, że Horan przyjedzie później, ale nie dane jest mi tego pamiętać – wytłumaczyłam i głośno westchnęłam.
-Musisz z nim pogadać. Nic innego Ci nie zostało – podsumowała dziewczyna i weszła do sklepu na wprost.

Zakupy trochę mnie odprężyły, ale w raz z ich końcem, zbliżało się spotkanie z chłopakami. Zaprosiłyśmy ich na obiad, z racji nieobecności Państwa Hook. A Niall, nawet nie napisał sms-a. Nic, zero kontaktu. Oczywiście moja duma, nie pozwalała mi skontaktować się pierwszej. Do domu wpadłyśmy jak z procy. Zostało nam niecałe półtorej godziny, a przecież trzeba jeszcze przygotować posiłek. Zuzka wzięła się za ziemniaki i sos, a ja za kotlety z papryką i sałatkę. Między nami panowała nieznośna cisza. Zaczęłam zastanawiać się, czy z czasem nie oddalamy się od siebie. Nawet dzisiejsze zakupy, nie przyniosły mi tyle radości, co zwykle. A może zwyczajnie mi się wydaje? Przecież, każda z nas ma swoje życie… To dziwna sytuacja, trzeba będzie o tym pogadać, później… Gdy skończyłyśmy, ruszyłyśmy z torbami ciuchów do pokoju i przymierzałyśmy ubrania, odpowiednie do wizyty przyjaciół. Chciałyśmy wypaść dobrze, bo Lou i Liam mieli przyprowadzić również swoje drugie połówki. Harry podobno, też ma kogoś zaprosić.
-Założymy sukienki? – zapytałam
-Taki mam zamiar, ale czy to nie zbyt oficjalne? – zapytała z niepewnością Zuzia
-To zależy od fasonu, zaraz Ci coś wybiorę. Czekaj… - uspokoiłam przyjaciółkę, a swoją głowę zanurzyłam w szafie. Po kilku chwilach, obydwie miałyśmy zaplanowany strój. Jak to zwykle bywało, Trzeciak wyglądała... Inaczej. Dziewczyna włożyła na siebie skórzaną spódniczkę przed kolano, a wciągnięta w nią, czerwona koszula w kratę, dodawała jej charakteru. Odkąd pamiętam, byłam bardziej subtelna. Wolałam stonowane kolory, chodź zdecydowanie najbardziej lubiłam zielony. Postawiłam na luźną sukienkę w odcieniu brązu i niezobowiązujące balerinki. Ale ja nie o tym! Dzwonek do drzwi. Ostatnie pociągnięcia szczotką i voila!
-Ja już zejdę otworzyć! – pisnęła i już jej nie było

Z dołu dochodziły odgłosy gwarnej rozmowy i śmiechów. Jednak, wśród nich nie udało mi się rozpoznać dźwięku, tak przeze mnie lubianego.
-Dlaczego go nie ma? – stanęłam na schodach i zmierzyłam wzrokiem naszych gości
-No myśleliśmy, że może Ty coś wiesz – odrzekł lekko przestraszony Harry
-Ja? A to niby dlaczego? – byłam wręcz zdziwiona
-Od rana nie wychodzi z pokoju, a jak powiedziałem, żeby się szykował, bo umówiliśmy się z wami na obiad, to kazał mi się, cytuje: „odpieprzyć” – tłumaczył Harry. Zmartwiło go zachowanie Nialla, może nawet zabolało. Co się z nim dzieje? Mieć w nosie mnie, to jedno, ale mieć w nosie swoich najlepszych kumpli? I to jeszcze od tak, bez żadnego powodu? To nie wyglądało dobrze. Bez słowa chwyciłam torebkę i trzasnęłam drzwiami frontowymi. Postanowiłam wyjaśnić zaistniałą sytuację, tak szybko jak to możliwe. Byłam zdezorientowana. Myślałam nad tym dopóki nie znalazłam się przed domem chłopaków. Nacisnęłam dzwonek i trzymałam, aż nie usłyszałam kroków.
-Czego?! – burknął, nawet nie patrząc mi w oczy.
-Cześć, tak w ogóle… - zwróciłam uwagę na swoją osobę
-Ty? Co tu robisz? Nie siedzisz sobie ze Stylesem? – nie krzyczał, był… obojętny, a to denerwowało mnie jeszcze bardziej
-Co Ty wygadujesz?! Spójrz na mnie! – dopiero teraz, gdy podniósł wzrok na moją twarz, mogłam zauważyć, że płakał. Może niezbyt obficie, ale jednak – Powiesz mi o co ci chodzi?
-W co ty grasz? – zaczął - Zdecyduj się. Albo ja, albo on. Nie myśl sobie, że wszystko zawsze ujdzie ci na sucho. Nie boisz się, że prasa wyzwie cię od dziwki? Może pochwalisz się, który z nas jest lepszy? – wyglądał jakby mnie nienawidził. Wyraz jego twarzy, nie uspokajał mnie, tak jak zawsze – Chciałem ciebie, tylko ciebie… Zaufałem ci jak nikomu innemu. Pewnie myślisz teraz, że jestem zwykłym debilem, bo krótko się znamy bla, bla,bla… A z Harrym to niby dłużej, niż ze mną? Nie roz…
-Zamknij się! – musiałam przerwać gadanie tych głupot, nie mogłam ich słuchać. Każde słowo, które wypowiadał, raniło mnie jeszcze bardziej –Może gdybyś zapytał, wiedział byś, że czekałam wczoraj na ciebie. Martwiłam się!
-A wtedy, jak tuliłaś się do mojego kupla, wtedy też się martwiłaś? – był taki arogancki, jakbym nic dla niego nie znaczyła
-Za kogo ty mnie masz? Myślisz, że jestem pierwszą lepszą, która łasi się do każdego chłopaka? Sam mówiłeś, że mnie znasz… Widocznie, myliłeś się Horan. Bardzo. – Byłam bliska płaczu.
-A wiesz dlaczego? Bo nie wiem co czujesz. Za każdym razem, kiedy staram się być bliżej, zachowujesz się jakbym miał cię oparzyć. Gdy widziałem cię wczoraj z nim… Wyglądałaś na szczęśliwszą – Niall ściszył ton swojego głosu
-Skąd możesz to wiedzieć? Zapytałeś mnie o zdanie?
-Mary… Ja… Nie wiem co ty do mnie czujesz. Bawisz się ze mną. Widziałem, że ci zależy, ale te emocje były kruche. Na domiar tego, wczoraj ten klub. Powiedz mi co czujesz, raz bądź ze mną zupełnie szczera, nie dając mi powodów do wątpliwości – odparł, patrząc głęboko w moje rozszerzone źrenice. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam słowny szturm.
-Ja po prostu boję się tego, że ktoś mnie zrani. Nie należałam i nie należę do osób odważnych i już nigdy nie będę starała się, kimś takim być. Może to dziwne z twojego punktu widzenia, ale przeszłam trochę w życiu i nie ufam każdej napotkanej osobie, jak przedtem… Tobie zaufałam i wiem, że to nie są pozory. Wiem, że to co do ciebie czuje, jest czymś najlepszym co miałam do tej pory. Przy tobie, mogę być sobą i czuć się niesamowicie. Nie ma nic pomiędzy mną a Harrym. Zawiodłeś mnie, swoimi podejrzeniami i brakiem zaufania. Dodatkowo, twoje słowa zraniły mnie bardziej, niż cała ta sytuacja. Nie znasz mnie, tak dobrze jak mówiłeś. Nic o mnie nie wiesz. Nie poznałeś mnie i nie wiem, czy kiedykolwiek już poznasz. Spójrz w lustro Horan i przyznaj się sam przed sobą, że schrzaniłeś – skończyłam ocierając łzę, która samotnie podążała wzdłuż mojej twarzy.
Widziałam zaskoczenie w jego oczach. Nie spodziewał się, tak śmiałej wypowiedzi z mojej strony. Czułam, że ślad na policzku znów staje się widoczny. Płakałam, chodź nie chciałam tego robić. Podczas swojego „przemówienia”, doszłam do wniosku, że jestem straszną hipokrytką. Założyłam zasadę, że pierw się poznamy… W tym czasie, zdążyłam go już pokochać. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak trudno było się przyznać do tego, przed samą sobą. Takie uczucie, rodzi się tygodniami, a często również miesiącami. Więc, jak mogło do tego dojść? Byłam ostrożna i rozważna, ale myśl, że przez jakieś niedomówienie, mogłam go stracić wzbudzało we mnie rozpacz. Już raz straciłam kogoś na kim mi zależało, nie popełnię drugi raz tego samego błędu… Nie w tym wcieleniu. Horan siedział cicho, jakby jeszcze nic do niego nie dotarło. Miałam dosyć na dziś „poznawania siebie”. Chciałam iść, daleko od tego patosu. Chwyciłam za furtkę i ostatni raz spojrzałam w jego stronę. Nie ruszył się, a ja naprawdę nie miałam siły z nim walczyć.
-Mary… - usłyszałam szept, lecz nie odwróciłam się – Mary! Stój! Zaczekaj, proszę… - mówił Niall, łapiąc mnie za nadgarstek.
-Chcesz jeszcze obgadać to, jaka ze mnie „dziwka”? Może, masz coś jeszcze na mnie? A może byłam z tobą za mało szczera? Może chcesz znać jeszcze dni w których dostaję okres?! – zatrzymałam się i dałam upust swoim emocjom.
-Ja… - otworzył usta, ale nie dane było mu dokończyć. W torebce rozbrzmiał radosny dzwonek, który zupełnie nie pasował do sytuacji, w której aktualnie się znajdowałam. Na ekranie był nieznany numer - Polski. Zdziwiło mnie to. Postanowiłam nie zwlekać i… rozłączyć się. To nie była dobra chwila na pogaduszki, przez komórkę. Zanim jednak, zdążyłam wrzucić sprzęt do torebki, numer wyświetlił się jeszcze raz. Cóż… Może to coś ważnego? Może coś z rodziną?
-Słucham? – odebrałam delikatnie spięta
-Nareszcie! – głos w słuchawce wydawał się być znajomy
-Kto mówi? – wciąż nie mogłam rozpoznać rozmówcy
-Em… Jeżeli powiem, możesz nie chcieć ze mną rozmawiać – chłopak jąkał się
-Jeżeli nie powiesz, tak czy siak, nie będę chciała z tobą gadać – dałam ukryte ultimatum
-Mateusz… - szepnął
-Jaki Mate… - przerwałam, już wiem dlaczego głos wydawał mi się taki znajomy – Skąd… Skąd masz mój numer? I w ogóle, jak śmiesz do mnie dzwonić!
-Musimy się spotkać. Wiele rzeczy chciałbym ci wyjaśnić. Proszę, nie chce wiele – ciągle szeptał chłopak
-Nie… To ja cię proszę. Nie dzwoń nigdy więcej. Nie proś mnie o spotkanie. Nie ma cię od dawna, przyzwyczaiłam się. I tak, nie miałabym czasu dla ciebie, jestem w Londynie. Minęły prawie dwa lata! – byłam w szoku
-Byliśmy młodzi. Ja o tobie nie zapomniałem. Po prostu… Nie byłem w stanie spojrzeć ci w oczy, po tym co zrobiłem. Byłem głupi… Błagam, ja przylecę tylko daj mi się wytłumaczyć – to zdecydowanie za wiele. Dlaczego w takim momencie?
-Nie wiem… - rzuciłam – zastanowię się, dam ci znać telefonicznie – odpowiedziałam Mateuszowi i wcisnęłam czerwoną słuchawkę.
Wyobrażacie sobie kalejdoskop wspomnień? To właśnie, miałam teraz w głowie. Wszystko, co było związane z nim powróciło, w tak zaskakującym tempie. Rozmowa po polsku, nie ułatwiła Horanowi zrozumienia problemu. Było mi to nawet na rękę. Ocknęłam się i sięgnęłam do torebki. Jest! Wzięłam biały filtr do ust i zaciągnęłam się antystresowym dymem.
-Co ty robisz? – Niall był przerażony, w końcu pierwszy raz widział mnie z papierosem w dłoni
-To, co widzisz – odpowiedziałam, wypuszczając małe kółeczka.
-Nawet tego nie wiem… Dlaczego mi nie powiedziałaś? – dopytywał, chyba wciąż jeszcze nie wierząc.
-Bo nie było takiej potrzeby, to raz, a dwa - nie było okazji – byłam teraz tak samo obojętna, jak on przed pięcioma minutami
-To może powiesz mi chociaż kto dzwonił i czym cię tak zdenerwował? – zapytał dając krok w moją stronę.
-To[…]