-To może wszystko skomplikować jeszcze bardziej – mówiłam
bardziej do siebie niż do Nialla. Musiałam podjąć decyzję, która
najprawdopodobniej będzie miała wpływ na moje życie. Co miałam zrobić?
Powiedzieć mu, że chłopak, którego kiedyś kochałam… Odezwał się po dwóch
latach, prosząc mnie o rozmowę? To chore.
-Co? Co ma wszystko skomplikować? – wyrwał mnie z zadumy, lekko dotykając mojego ramienia
-Nic, o czym musiałbyś wiedzieć. Horan, słuchaj… Myślę, że musimy odpocząć – powiedziałam unikając jego wzroku. Rzuciłam papierosa i nerwowo go przydeptałam. Chciałam ominąć część, w której będzie chciał usłyszeć ode mnie, jakiekolwiek wyjaśnienia. Chyba nie rozumiał tego co mówię, albo nie chciał zrozumieć. Ciężko było mi określić co teraz czułam… Na pewno byłam zdezorientowana. Niall poruszył się, chyba chciał coś powiedzieć.
-Mary… Nie wiem… Jeżeli tego chcesz – mówił, jednocześnie kręcąc głową.
-Nie to, że chce… Ja tego potrzebuje – mówiąc to w moich oczach, mimowolnie błysnęły łzy. Przywiązałam się do niego.
-To… Ja już sobie pójdę – rzucił na odchodne. Myślę, że gdyby miał siłę, zachowałby się zupełnie inaczej ale przecież sama do tego doprowadziłam. Moja wewnętrzna podświadomość, kazała mi go zatrzymać ale ta niepewność… Obróciłam się na pięcie, a pusty już wzrok zatrzymałam na czubkach moich butów.
W takim stanie doszłam do roześmianego domu. Nie miałam ochoty z nimi siedzieć, jedyne czego chciałam to zaszyć się w pokoju i porozmawiać z moją najlepszą przyjaciółką… Osobą, która nigdy w życiu mnie nie zraniła.
Około godziny dziesiątej wieczorem, wszyscy wyszli z mieszkania. Jedyny Harry przyszedł do mnie na górę i zapytał co się stało. Nie powiedziałam mu. Nie chce, by wszyscy o tym wiedzieli, tym bardziej Harry, bo to o relacje między naszą dwójką, Niall miał pretensje. Podkreślę, bezpodstawne pretensje!
Czekałam jeszcze pół godziny, zanim Zuzka, raczyła przekroczyć próg naszego pokoju.
-O! Hej, myślałam, że śpisz – powiedziała cicho
-O! Hej, a ja myślałam, że o mnie zapomniałaś – warknęłam na przyjaciółkę
-Marysia! Miałam gości, przepraszam… - zamilkła na chwilę. Może faktycznie nie powinnam tak na nią naskakiwać. To nie jej wina, że wszystko obróciło się w pył – Opowiesz mi co się stało? – dokończyła swoją myśl. Spojrzałam na nią niepewnie i… Rozkleiłam się. Płakałam jak małe dziecko, łkając i próbując wydusić z siebie choćby jedno słowo.
-Ciicho. Nie płacz już. Opowiesz mi, jak będziesz mogła. Będę przy Tobie. Zawsze. Obiecuje – mówiła to tonem mojej mamy, głaszcząc mnie troskliwie po plecach. W końcu uspokoiłam swoje skołatane emocje i usiadłam prosto, ocierając mokre od łez policzki.
-To koniec – powiedziałam krótko – Niall mi nie ufa. Dzwonił Mateusz. Dlaczego ja zawsze muszę wszystko komplikować – znów poczułam bezsilność i chęć płaczu.
-Moment. Mary… Po kolei – poprosiła zdezorientowana Zuzia. Historie zaczęłam od samego początku. Prawdopodobnie, pomogła mi podjąć najważniejsze decyzje w moim życiu.
-Co? Co ma wszystko skomplikować? – wyrwał mnie z zadumy, lekko dotykając mojego ramienia
-Nic, o czym musiałbyś wiedzieć. Horan, słuchaj… Myślę, że musimy odpocząć – powiedziałam unikając jego wzroku. Rzuciłam papierosa i nerwowo go przydeptałam. Chciałam ominąć część, w której będzie chciał usłyszeć ode mnie, jakiekolwiek wyjaśnienia. Chyba nie rozumiał tego co mówię, albo nie chciał zrozumieć. Ciężko było mi określić co teraz czułam… Na pewno byłam zdezorientowana. Niall poruszył się, chyba chciał coś powiedzieć.
-Mary… Nie wiem… Jeżeli tego chcesz – mówił, jednocześnie kręcąc głową.
-Nie to, że chce… Ja tego potrzebuje – mówiąc to w moich oczach, mimowolnie błysnęły łzy. Przywiązałam się do niego.
-To… Ja już sobie pójdę – rzucił na odchodne. Myślę, że gdyby miał siłę, zachowałby się zupełnie inaczej ale przecież sama do tego doprowadziłam. Moja wewnętrzna podświadomość, kazała mi go zatrzymać ale ta niepewność… Obróciłam się na pięcie, a pusty już wzrok zatrzymałam na czubkach moich butów.
W takim stanie doszłam do roześmianego domu. Nie miałam ochoty z nimi siedzieć, jedyne czego chciałam to zaszyć się w pokoju i porozmawiać z moją najlepszą przyjaciółką… Osobą, która nigdy w życiu mnie nie zraniła.
Około godziny dziesiątej wieczorem, wszyscy wyszli z mieszkania. Jedyny Harry przyszedł do mnie na górę i zapytał co się stało. Nie powiedziałam mu. Nie chce, by wszyscy o tym wiedzieli, tym bardziej Harry, bo to o relacje między naszą dwójką, Niall miał pretensje. Podkreślę, bezpodstawne pretensje!
Czekałam jeszcze pół godziny, zanim Zuzka, raczyła przekroczyć próg naszego pokoju.
-O! Hej, myślałam, że śpisz – powiedziała cicho
-O! Hej, a ja myślałam, że o mnie zapomniałaś – warknęłam na przyjaciółkę
-Marysia! Miałam gości, przepraszam… - zamilkła na chwilę. Może faktycznie nie powinnam tak na nią naskakiwać. To nie jej wina, że wszystko obróciło się w pył – Opowiesz mi co się stało? – dokończyła swoją myśl. Spojrzałam na nią niepewnie i… Rozkleiłam się. Płakałam jak małe dziecko, łkając i próbując wydusić z siebie choćby jedno słowo.
-Ciicho. Nie płacz już. Opowiesz mi, jak będziesz mogła. Będę przy Tobie. Zawsze. Obiecuje – mówiła to tonem mojej mamy, głaszcząc mnie troskliwie po plecach. W końcu uspokoiłam swoje skołatane emocje i usiadłam prosto, ocierając mokre od łez policzki.
-To koniec – powiedziałam krótko – Niall mi nie ufa. Dzwonił Mateusz. Dlaczego ja zawsze muszę wszystko komplikować – znów poczułam bezsilność i chęć płaczu.
-Moment. Mary… Po kolei – poprosiła zdezorientowana Zuzia. Historie zaczęłam od samego początku. Prawdopodobnie, pomogła mi podjąć najważniejsze decyzje w moim życiu.
****Miesiąc
później****
Zastanawiacie się pewnie, jak potoczyły się losy naszej
czwórki. Zayn i Harry przez cały czas byli przy mnie, opowiadając co u nich.
Koncerty, wyjazdy, wywiady, wycieczki, imprezy. Któregoś dnia, przyłapałam się
na tym, że gdy mówią o swoich przygodach, wcale ich nie słucham. Wyłapywałam
najważniejsze jak dla mnie informacje, związane z Horanem. Od naszej ostatniej
rozmowy, odezwał się tylko raz. Był to sms o treści:
- „Wszystko u Ciebie dobrze? Odezwij się.” Nie odpisałam mu… Być może powinnam ale postanowiłam tego dnia, dać szansę na wyjaśnienia ale… Nie Niallowi, tylko Mateuszowi. Zdecydowałam się wrócić do Polski, na jakiś czas. Zobaczyć się z rodzicami, przyjaciółmi i zabrać rzeczy. Tak, zabrać rzeczy… Jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli, zostaniemy tu na stałe. Nie mieszkamy już u Państwa Hook. Znalazłyśmy świetne mieszkanie na wynajem, z czynszem za półdarmo. Dostałyśmy pracę, jako kelnerki. Chociaż mam nadzieję, że po powrocie, otworzę zakład fotograficzny. Tak to wygląda…
Dziś stoję w kuchni żegnając się ze wszystkimi. Walizki stoją w przejściu, sprawdzam czy wszystko wzięłam. Przyszła cała załoga z wyjątkiem jego… Czułam pustkę, chodź jednocześnie, bardzo cieszyłam się, że zobaczę swoich bliskich. Czas wychodzić, taksówka już czeka.
-„Dowidzenia!” – krzyknęłam po polsku i zamknęłam drzwi samochodu.
- „Wszystko u Ciebie dobrze? Odezwij się.” Nie odpisałam mu… Być może powinnam ale postanowiłam tego dnia, dać szansę na wyjaśnienia ale… Nie Niallowi, tylko Mateuszowi. Zdecydowałam się wrócić do Polski, na jakiś czas. Zobaczyć się z rodzicami, przyjaciółmi i zabrać rzeczy. Tak, zabrać rzeczy… Jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli, zostaniemy tu na stałe. Nie mieszkamy już u Państwa Hook. Znalazłyśmy świetne mieszkanie na wynajem, z czynszem za półdarmo. Dostałyśmy pracę, jako kelnerki. Chociaż mam nadzieję, że po powrocie, otworzę zakład fotograficzny. Tak to wygląda…
Dziś stoję w kuchni żegnając się ze wszystkimi. Walizki stoją w przejściu, sprawdzam czy wszystko wzięłam. Przyszła cała załoga z wyjątkiem jego… Czułam pustkę, chodź jednocześnie, bardzo cieszyłam się, że zobaczę swoich bliskich. Czas wychodzić, taksówka już czeka.
-„Dowidzenia!” – krzyknęłam po polsku i zamknęłam drzwi samochodu.
*Perspektywa Nialla*
Ostatnimi czasy, nie czułem się dobrze. Tak bardzo chciałem
się z nią zobaczyć, tak bardzo mi jej brakowało. Dzisiaj wszyscy poszli do
mieszkania dziewczyn, chcieli mi nawet powiedzieć po co ale ja nie chciałem
słuchać. A może powinienem?
Tak… To już za długo trwa. Nowy adres jest na lodówce, nie trudno go zapamiętać, przy tak częstym użytkowaniu. Wyszedłem w pośpiechu zakładając bluzę. Nie było ciepło, padał delikatny deszcz, więc z kapturem na głowie ruszyłem przed siebie.
-Cześć! Jest Mary?! – Wparowałem do przedpokoju, szukając swoich przyjaciół.
-On nic nie wie?! – usłyszałem zza ściany głos Zuzi. Była częstym gościem Zayna w naszym domu.
-Czego nie wiem? – zapytałem, świdrując wzrokiem każdą z osób.
-Stary, nie chciałeś nas słuchać, więc nie wiesz – odezwał się Harry – Ona wyjechała. Do Polski.
-Kiedy? – byłem zdruzgotany
-Jakieś trzydzieści minut temu – wtrąciła jej przyjaciółka. To znaczy, że zepsułem wszystko. Zwyczajnie dałem dupy. Z całej siły uderzyłem pięścią w metalową futrynę. Powiem szczerze, że bolało mniej niż to, co czułem teraz w środku.
-Niall! – krzyknął Liam – Masz zamiar się nad sobą użalać? Pozwolisz jej tak po prostu odejść?
Miał racje. Była dla mnie ważna, więc dlaczego miałem się na to godzić!
-Nie… Ja… Ja po prostu nie wiem co mam robić! Dziewczyna, którą kocham właśnie odchodzi! – krzyczałem
-Łap! – usłyszałem obok siebie. Zuzka pociągnęła mnie za kaptur do wyjścia. Co się dzieje? Co my robimy?
-Co Ty wyprawiasz?! – w końcu uwolniłem się z jej uścisku
-Chcesz ją odzyskać? Jeżeli tak, to pośpiesz się i wsiadaj, jedziemy na lotnisko – mówiła dziewczyna, nawet nie patrząc w moją stronę. Biegiem wsiadłem do auta i zapiąłem pasy. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, sunąc londyńskimi ulicami. Nie wiedziałem, że dziewczyny potrafią tak szybko jeździć.
-Powiedziałeś jej, ile dla Ciebie znaczy? – pierwszy raz od wyruszenia, odezwała się do mnie
-Nie… Chciałem… Ale wtedy dostała telefon i… - przerwała mi Trzeciak
-O nie… Tego też nie wiesz. Mary, idiotko! – mówiła to bardziej do siebie, niż do mnie
-Czy ja w ogóle wiem, o czymkolwiek, co tu się dzieje?! – miałem dość wiecznych tajemnic
-Ten telefon… To był Mateusz. Jej były chłopak, poprosił o spotkanie. Jeżeli nie zdążymy… Możesz więcej nie nazwać ją „Swoją Mary” – odpowiedziała, mocniej ściskając kierownice. Zrobiło mi się niedobrze. Przecież to moja wina, że do tego doszło. Dojechaliśmy w niecałe dwadzieścia minut. Pobiegliśmy do środka, poszukując w tłumie znajomej nam sylwetki. Zuzia parę razy pomyliła osoby ale ja, znałem ją na pamięć.
Jest! Daje bilet, wchodzi na pokład. Nie…
-Mary! Marysia Lewandowska! – krzyczałem ale nie słyszała, byłem sfrustrowany. Podbiegłem do wejścia, chciałem ją dogonić. Na próżno. Facet, który sprawdzał bilety nie chciał mnie wpuścić.
-„Czy jest karta pokładowa?” – obiło mi się o uszy
-Nie, ja muszę tylko porozmawiać z tą dziewczyną – mówiłem roztrzęsiony
-Maaaaaaaaaary! – usłyszałem za sobą krzyk, a raczej pisk. Słyszałem echo wydobytego przez przyjaciółkę dźwięku. To było zdecydowanie najdłuższe dziesięć sekund w moim życiu. Wyszła!
-Co? Rety, co wy tu robicie?! – była zszokowana naszym widokiem
-Okej, ruszaj. Zostawię Was – powiedziała Zuzia, poklepując mnie po ramieniu. To jest mój czas, moja jedyna nadzieja, by to naprawić. Horan! Nie schrzań tego.
-Co jest? Niall, co się dzieje? – ciągle dopytywała
-Więc… - zacząłem niepewnie – Chciałem Ci powiedzieć… Nie jedź – póki co, to wszystko, na co miałem odwagę
-Co?! – krzyknęła
-Proszę Cię. Zostań ze mną. Tak bardzo Cię kocham. Nie wyjeżdżaj – błagałem, chodź w jej oczach nie widziałem tych zabawnych iskierek.
-O rany… - chyba nie wiedziała co powiedzieć
-Wiem, że powinienem powiedzieć Ci to wcześniej. Głupio to rozegrałem. Przepraszam, że mówię to dopiero teraz. Kocham Cię. Nie wsiadaj do tego samolotu – coś, a raczej ktoś mi przerwał
-Przepraszam, czy Pani wsiada? – ten facet, działał mi na nerwy
-Hej! Wiem, że mnie kochasz. Wiem to! – mówiłem ciągle trzymając jej dłoń
-Proszę Pani? – koleś zaraz dostanie w zęby
-Muszę… - w końcu coś powiedziała, to już jakiś progres – Iść do samolotu
-Nie prawda – mój świat się załamał
-Muszę. Czekają na mnie. Nie teraz, przykro mi – mówiła to, cofając się już w stronę wejścia na pokład.
-Mary… - ostatni płomyk nadziei właśnie przygasał
-Przepraszam – powiedziała i zniknęła. Stałem tam i myślałem jak to się stało. Znowu wszystko poszło nie tak. Straciłem ją i na jakieś sto procent, nigdy jej już nie odzyskam. Chciało mi się płakać. Poczułem na swoim ramieniu, dłoń Zuzy. Odwróciłem się do niej ze łzami w oczach.
-Myślałem, że zostanie – mówiąc to spojrzałem jeszcze raz na drzwi, którymi wyszła
-Tak mi przykro – odezwała się, a ja wpadłem w jej ramiona. Musiałem się wypłakać. To był mój koniec.
Tak… To już za długo trwa. Nowy adres jest na lodówce, nie trudno go zapamiętać, przy tak częstym użytkowaniu. Wyszedłem w pośpiechu zakładając bluzę. Nie było ciepło, padał delikatny deszcz, więc z kapturem na głowie ruszyłem przed siebie.
-Cześć! Jest Mary?! – Wparowałem do przedpokoju, szukając swoich przyjaciół.
-On nic nie wie?! – usłyszałem zza ściany głos Zuzi. Była częstym gościem Zayna w naszym domu.
-Czego nie wiem? – zapytałem, świdrując wzrokiem każdą z osób.
-Stary, nie chciałeś nas słuchać, więc nie wiesz – odezwał się Harry – Ona wyjechała. Do Polski.
-Kiedy? – byłem zdruzgotany
-Jakieś trzydzieści minut temu – wtrąciła jej przyjaciółka. To znaczy, że zepsułem wszystko. Zwyczajnie dałem dupy. Z całej siły uderzyłem pięścią w metalową futrynę. Powiem szczerze, że bolało mniej niż to, co czułem teraz w środku.
-Niall! – krzyknął Liam – Masz zamiar się nad sobą użalać? Pozwolisz jej tak po prostu odejść?
Miał racje. Była dla mnie ważna, więc dlaczego miałem się na to godzić!
-Nie… Ja… Ja po prostu nie wiem co mam robić! Dziewczyna, którą kocham właśnie odchodzi! – krzyczałem
-Łap! – usłyszałem obok siebie. Zuzka pociągnęła mnie za kaptur do wyjścia. Co się dzieje? Co my robimy?
-Co Ty wyprawiasz?! – w końcu uwolniłem się z jej uścisku
-Chcesz ją odzyskać? Jeżeli tak, to pośpiesz się i wsiadaj, jedziemy na lotnisko – mówiła dziewczyna, nawet nie patrząc w moją stronę. Biegiem wsiadłem do auta i zapiąłem pasy. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, sunąc londyńskimi ulicami. Nie wiedziałem, że dziewczyny potrafią tak szybko jeździć.
-Powiedziałeś jej, ile dla Ciebie znaczy? – pierwszy raz od wyruszenia, odezwała się do mnie
-Nie… Chciałem… Ale wtedy dostała telefon i… - przerwała mi Trzeciak
-O nie… Tego też nie wiesz. Mary, idiotko! – mówiła to bardziej do siebie, niż do mnie
-Czy ja w ogóle wiem, o czymkolwiek, co tu się dzieje?! – miałem dość wiecznych tajemnic
-Ten telefon… To był Mateusz. Jej były chłopak, poprosił o spotkanie. Jeżeli nie zdążymy… Możesz więcej nie nazwać ją „Swoją Mary” – odpowiedziała, mocniej ściskając kierownice. Zrobiło mi się niedobrze. Przecież to moja wina, że do tego doszło. Dojechaliśmy w niecałe dwadzieścia minut. Pobiegliśmy do środka, poszukując w tłumie znajomej nam sylwetki. Zuzia parę razy pomyliła osoby ale ja, znałem ją na pamięć.
Jest! Daje bilet, wchodzi na pokład. Nie…
-Mary! Marysia Lewandowska! – krzyczałem ale nie słyszała, byłem sfrustrowany. Podbiegłem do wejścia, chciałem ją dogonić. Na próżno. Facet, który sprawdzał bilety nie chciał mnie wpuścić.
-„Czy jest karta pokładowa?” – obiło mi się o uszy
-Nie, ja muszę tylko porozmawiać z tą dziewczyną – mówiłem roztrzęsiony
-Maaaaaaaaaary! – usłyszałem za sobą krzyk, a raczej pisk. Słyszałem echo wydobytego przez przyjaciółkę dźwięku. To było zdecydowanie najdłuższe dziesięć sekund w moim życiu. Wyszła!
-Co? Rety, co wy tu robicie?! – była zszokowana naszym widokiem
-Okej, ruszaj. Zostawię Was – powiedziała Zuzia, poklepując mnie po ramieniu. To jest mój czas, moja jedyna nadzieja, by to naprawić. Horan! Nie schrzań tego.
-Co jest? Niall, co się dzieje? – ciągle dopytywała
-Więc… - zacząłem niepewnie – Chciałem Ci powiedzieć… Nie jedź – póki co, to wszystko, na co miałem odwagę
-Co?! – krzyknęła
-Proszę Cię. Zostań ze mną. Tak bardzo Cię kocham. Nie wyjeżdżaj – błagałem, chodź w jej oczach nie widziałem tych zabawnych iskierek.
-O rany… - chyba nie wiedziała co powiedzieć
-Wiem, że powinienem powiedzieć Ci to wcześniej. Głupio to rozegrałem. Przepraszam, że mówię to dopiero teraz. Kocham Cię. Nie wsiadaj do tego samolotu – coś, a raczej ktoś mi przerwał
-Przepraszam, czy Pani wsiada? – ten facet, działał mi na nerwy
-Hej! Wiem, że mnie kochasz. Wiem to! – mówiłem ciągle trzymając jej dłoń
-Proszę Pani? – koleś zaraz dostanie w zęby
-Muszę… - w końcu coś powiedziała, to już jakiś progres – Iść do samolotu
-Nie prawda – mój świat się załamał
-Muszę. Czekają na mnie. Nie teraz, przykro mi – mówiła to, cofając się już w stronę wejścia na pokład.
-Mary… - ostatni płomyk nadziei właśnie przygasał
-Przepraszam – powiedziała i zniknęła. Stałem tam i myślałem jak to się stało. Znowu wszystko poszło nie tak. Straciłem ją i na jakieś sto procent, nigdy jej już nie odzyskam. Chciało mi się płakać. Poczułem na swoim ramieniu, dłoń Zuzy. Odwróciłem się do niej ze łzami w oczach.
-Myślałem, że zostanie – mówiąc to spojrzałem jeszcze raz na drzwi, którymi wyszła
-Tak mi przykro – odezwała się, a ja wpadłem w jej ramiona. Musiałem się wypłakać. To był mój koniec.
*Perspektywa Zuzi*
Odwiozłam Horana do domu. Był w okropnym stanie. Sama
myślałam, że Marysia nie wyleci. Otworzyłam drzwi od mieszkania. Wszyscy
siedzieli na tych samych miejscach, jakby nic się nie zmieniło.
-Ej! I co zdążyliście? – zapytał Lou
-Em… Tak, tak. Pogadał z nią ale… Nie została – z każdym kolejnym słowem ściszałam ton swojego głosu. Przez chwilę w pokoju panowała cisza.
-Gdzie Niall? – tym razem odezwał się Liam
-W domu. Chciał być sam – odpowiedziałam szybko. Wokół mojej tali poczułam silny uścisk. Zayn próbował mnie pocieszyć, a przecież to nie ja miałam problem.
-Ej! I co zdążyliście? – zapytał Lou
-Em… Tak, tak. Pogadał z nią ale… Nie została – z każdym kolejnym słowem ściszałam ton swojego głosu. Przez chwilę w pokoju panowała cisza.
-Gdzie Niall? – tym razem odezwał się Liam
-W domu. Chciał być sam – odpowiedziałam szybko. Wokół mojej tali poczułam silny uścisk. Zayn próbował mnie pocieszyć, a przecież to nie ja miałam problem.
*Perspektywa Nialla*
Wszedłem do domu. Był taki pusty, bez pozostałej
czwórki. Dlaczego nie została? Przecież powiedziałem jej, że ją kocham.
Pierwszy raz w swoim życiu, powiedziałem dziewczynie, że ją kocham. Wbrew
wszystkim pozorom, jeżeli darzysz kogoś naprawdę takim uczuciem, nie jest to
wcale trudne. Usiadłem na kanapie w salonie i kątem oka, zauważyłem na
telefonie stacjonarnym, że mam nieodsłuchaną jedną wiadomość. Nacisnąłem na
migający punkt i czekałem. Usłyszałem w tym małym urządzeniu coś, co zupełnie
zbiło mnie z nóg. „Niall, cześć. To ja. Jestem już w samolocie i czuje się paskudnie. Nie tak to sobie wyobrażałam. Zupełnie mnie zaskoczyłeś, tym co powiedziałeś. Siedzę teraz i rozmyślam, co powinnam była Ci powiedzieć. Nawet Ci nie powiedziałam, że też Cię kocham. To jasne, że Cię kocham. Kocham Cię… Kocham Cię… Kocham Cię… Co ja wyprawiam? Kocham Cię! Ugh… Muszę Cię zobaczyć! Muszę wysiąść z tego samolotu – o mój Boże, pomyślałem – Przepraszam, muszę wysiąść z tego samolotu, żeby wyznać komuś miłość.-
-„ Proszę Pani, to nie możliwe”- odezwała się stewardessa
-WYPUŚCIE JĄ! – krzyczałem do telefonu
-„Przykro mi ale musi Pani usiąść” – stewardessa nie dawała za wygraną
-„Błagam, proszę mnie zrozumieć!” – Mary widocznie bardzo na tym zależało
-PRZYNAJMNIEJ SPRÓBOWAĆ! – musiało to wyglądać idiotycznie, prowadziłem konwersacje z telefonem
-Oh! To naprawdę niemożliwe?! Proszę, po pro[…] – automatyczna sekretarka powiadomiła mnie o końcu wiadomości
-Nie, nie! Rety! – zacząłem przyciskać wszystko co popadnie, może jest jeszcze jakaś wiadomość - Jezu! Wysiadła? Wysiadła?!
-Wysiadłam – usłyszałem za sobą tak bardzo ukochany mi głos. Stała w przejściu. Moja księżniczka, była tu.
-Wysiadłaś… - palnąłem pod wpływem zdezorientowania. Pokiwała głową, a na jej twarzy zobaczyłem subtelny uśmiech. Nie pozostało mi nic innego jak ją pocałować. Trzymałem ją mocno, jakby za chwilę miała mi uciec. Tak bardzo ją kocham. Ona jest moim szczęściem. Ona jest moim sensem. Ona jest moim sercem.
UWAGA!
Jest to ostatni rozdział. Następnym będzie już epilog. Musiałam zakończyć bloga ze względu na brak czasu. Mam już pomysł na kolejnego,jakże wszystkich chętnych poinformuje, gdy będzie już gotowy.
Kocham i przepraszam, że nie dodałam wcześniej
~Ola


