- Co za wstyd! Jeszcze przed swoimi idolami… – naprawdę było mi głupio. Otworzyłam lodówkę i zobaczyłam… właśnie, NIC nie zobaczyłam! Lodówka była zupełnie pusta. Wzięłam z torebki portfel i ruszyłam do najbliższego marketu. Była ósma, wcześnie jak na osobę skacowaną.
Wróciłam obładowana torbami, w których między innymi znalazła się aspiryna, cztery butelki wody niegazowanej, kawa, dwa bochenki chleba , kilka jędrnych pomidorów i jajka, które potrzebne mi były zdecydowanie najbardziej… Pomijając aspirynę.
Ustawiłam na blacie kuchennym dziewięć talerzy. Na każdym pokroiłam jednego pomidora i położyłam omleta, którego pyszny zapach roznosił się po domu. U boku każdego naczynia wyłożyłam po jednej tabletce leku, a do litrowego dzbanka nalałam wody. Gdy już kończyłam przygotowania, na schodach pojawiła się cała reszta.
- Malutka, nie musiałaś – powiedział Liam, drapiąc się po głowie.
- Oczywiście, że musiałam! Zaopiekowaliście się nami i przenocowaliście. Ktoś inny mógłby, jak gdyby nigdy nic, zaprowadzić nas pod drzwi domu i zostawić przypadkowi. Moim obowiązkiem było odwdzięczyć się wam za dobroć i zaufanie, którymi nas obdarzyliście – wypaliłam, nie dając im możliwości sprzeciwu. Zabrałam dwa talerze i ruszyłam w stronę jadalni.
- Daj pomogę ci – usłyszałam tak bardzo znajomy mi głos blondyna. Uśmiechnęłam się lekko i wręczyłam Niallowi zastawę.
- Mary, to było pyszne! – Danielle krzyknęła, wkładając ostatni kęs do ust.
- Dziękuję, ale jeżeli chcecie, żebym robiła takie śniadania, to musicie uzupełnić zapasy w lodówce, bo dziś rano była zupełnie pusta! – Wzorkiem skarciłam chłopców, jednocześnie śmiejąc się.
- OBIECUJEMY! – Wykrzyczeli chórem.
– Ale pod warunkiem, że przygotujesz kiedyś kolację – odezwał się Niall. Przy stole nie rozmawialiśmy ze sobą. Nie wiem czemu, myślę, że to po prostu skrępowanie.
- Zuzia? Wyjdziesz później ze mną do ogrodu? Wczoraj chyba zgubiłam tam… Yyy… BRANSOLETKĘ – wymyśliłam pretekst, by móc wypytać przyjaciółkę o zdarzenia z poprzedniego wieczoru.
- Em… Jasne – odpowiedziała, domyślając się, że coś kombinuje
Po skończonym śniadaniu, sprzątnęliśmy ze stołu i włożyliśmy naczynia do zmywarki. Dźgnęłam Zuzię pod żebro, by przypomnieć jej o „bransoletce” na zewnątrz. Przyjaciółka tylko przewróciła oczami i głęboko westchnęła. Przy drzwiach prowadzących na tyły powiedziałam Zuzi, żeby poszła pierwsza, bo ja muszę cofnąć się po torebkę. Wchodząc po schodach natknęłam się na Irlandczyka, który mijając mnie musnął mój policzek.
- Spodobał mi się dzisiejszy buziak od ciebie na „dzień dobry” – uśmiechnął się zawadiacko, a moje policzki znów przybrały kolor purpury. - Lubię wywoływać u ciebie rumieńce – powiedział i zbiegł na dół.
Znów nie odezwałam się ani słowem. Zabrałam torebkę i ruszyłam w stronę ogrodu. Zuzka siedziała na ławeczce i chyba trochę przysypiała. Zajęłam miejsce obok niej i z torebki wyciągnęłam papierosa.
- MARY! Umawiałyśmy się przecież! – krzyknęła, a ja nałożyłam rękę na jej usta
- Ci! To tylko jeden, potrzebuję się odstresować. Przecież wiesz, że nałogowo nie palę.
- Eh… To jest zupełnie bez sensu, no ale to twoje życie. Więc o czym chciałaś pogadać, bo nie wydaje mi się, żeby chodziło o zgubioną biżuterię – zajęła miejsce naprzeciwko, widocznie dym bardzo jej przeszkadzał.
- No racja, nie chodzi o bransoletkę… Nie wiesz może co działo się po ostatnich kolejkach? – zapytałam niepewnie, wypuszczając dym.
- A ty nic nie pamiętasz ? – zapytała zdumiona.
- No właśnie nie, wiesz sama, że mam słabą głowę – odpowiedziałam lekko oburzona.
- Eh… No, bo wiesz… Ja też mało pamiętam. Wiem tylko to, co powiedział mi Zayn dzisiaj rano.
- Rano? – Wytrzeszczyłam oczy. – To gdzie ty tak właściwie spałaś?
- No u Zayna… Powiedział, że chcieli nas ułożyć razem ale uznali, ze nie pomieścimy się w gościnnym.
- Mnie Niall powiedział to samo – odpowiedziałam, zapominając, że Zuzia nie wie, że noc spędziłam u niego w pokoju.
- Spałaś z Horanem w jednym łóżku?! – Krzyknęła a ja kopnęłam ją w piszczel. – AU!
- GŁOŚNIEJ! JESZCZE TWOJA CIOCIA O TYM NIE WIE – zganiłam dziewczynę.
- Sorki... Spałaś z Horanem w jednym łóżku? – Powtórzyła, ale tym razem szeptem.
- Tak, jak ty z Malikiem! – Zmierzyłam wzrokiem przyjaciółkę. W tym samym czasie wybuchłyśmy śmiechem.
- Dobra, szczegóły opowiem ci w domu. Chodźmy pożegnać się z resztą – dodałam gasząc papierosa.
Awwww ;33
OdpowiedzUsuńKocham twoje opowiadanie bardzo, bardzo, bardzo : )